wtorek, 7 stycznia 2014

盗まれた愛 IV

Chłopak zatrzymał się przed przejściem dla pieszych i zdyszany łapczywie chwytał hausty powietrza. Podniósł głowę i po przeciwnej stronie stał Hichigo. Ujrzał tajemniczy uśmieszek i zaraz albinos obrócił się plecami do chłopaka ruszając przed siebie.
Nie zaczeka na mnie?!
W panice przebierał nogami w oczekiwaniu na zmianę światła. Gdy tylko zaświeciło się zielone wystrzelił jak z procy w pogoni za tamtym, który już gdzieś zniknął.
Szalony bieg znów uniemożliwił mu zapamiętanie drogi, co miał przeklinać z całego serca, ale jeszcze nie teraz. Gdy w końcu ujrzał znajomą białą głowę i zarys smukłych pleców, wyrażających nieustępliwą pogardę dla całego świata, odczuł ulgę. Resztę drogi przebył podążając jak cień za albinosem, w odległości, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa zarówno przed zgubieniem się, jak i przed "jego przyjacielem".
Bez słowa zeszli po schodach i zniknęli za drewnianymi niepozornymi drzwiami. Szybko minęli pustą salę, którą Ichigo zapamiętał z poprzedniej wizyty. Tym razem chłopaka nikt nie prowadził i w ciemności, która go otaczała musiał polegać tylko na własnym słuchu. Albinos jeszcze przed chwilą był tuż obok niego, ale czy na pewno? Niepewnie parł do przodu, z nadzieją, że szelest, który usłyszał gdzieś przed sobą był krokami żółtookiego. Nie przeszedł dziesięciu kroków, kiedy z metalicznym szczękiem uderzył boleśnie w coś piszczelem,tracąc równowagę. Przeciął powietrze przed sobą i wyłożyłby się jak długi, gdyby w ostatniej chwili silna dłoń nie uchwyciła jego ramienia.
-Uważaj, schody.
Perspektywa zderzenia z kratowaną powierzchnią schodów wydała się chłopakowi dziwnie przyjemna, w porównaniu z lodowatym głosem albinosa. Jego żelazny uścisk podciągnął rudzielca ku górze i towarzyszył mu, aż do końca kondygnacji.
Po raz drugi Ichigo wszedł do tej nieprzeniknionej ciemności, którą był pokój gospodarza. Wciągnęła go czarna dziura, oblepiając mackami wszystkiego i niczego jednocześnie. Cisza potęgująca namacalność ciemności i nagle bam! Wybuch supernowej. Oszołomiony chłopak wyciągnął przed siebie ręce, chroniąc się przed okrutnym światłem.
-Oszalałeś?!
-Wolisz po ciemku?- zgasło światło, a powietrze przeszedł cichy mruk zadowolenia Hichigo.
-Zapal je. Natychmiast!- Ichigo przylepił się do ściany plecami nie wiedząc, z której strony zostanie tym razem zaatakowany.
Zaraz jednak rozbłysło światło wyłaniając pogardliwy uśmiech albinosa i wesołe iskierki w jego oczach.
-Po cholerę mnie tu ściągnąłeś?!- fuknął zirytowany tymi igraszkami rudzielec.
Blask w złotych oczach zgasł zatopiony w zimnej stali, a blade usta chwilę temu rozciągnięte w uśmiechu były teraz jedną wąską linią.
-Gdzieś tu mam słownik wyrazów bliskoznacznych- machnął ręką wokół siebie- poszukaj i może zacznij pracować.
Wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi zostawiając chłopaka w zupełnym osłupieniu, które jednak nie trwało długo. Jego uwagę przykuła czerwona okładka, sięgnął po grube tomiszcze, które okazało się zwykłym podręcznikiem do matematyki. Rozczarowany odłożył je na miejsce i zaraz jego wzrok przeskoczył na stos ułożony obok łóżka. Podpełzł na miejsce sięgając po pierwszą z książek i obracając ją w dłoniach. Horror Kinga. Krwawa rzeź przed snem? To było coś czego można było się spodziewać po właścicielu morderczego spojrzenia. Jeszcze jedna książka tego samego autora, Baker i parę kryminałów, fantastyka. Nic zaskakującego, póki nie dotknął następnej. Była mniejsza niż pozostałe, w wydaniu kieszonkowym,  zdecydowanie bardziej niepozorna i niezauważalna, miękki niebieskimi grzbiet z niegdyś srebrnymi literami głosił niezaprzeczalnie: NOWY TESTAMENT. Otworzył oczy szerzej ze zdziwienia. Niepewnie zajrzał w miejscu gdzie był włożony paragon, prawdopodobnie pełniący funkcję zakładki.
-Dobrze, że jednak nie wszystko tu jest kradzione- przełożył do ręki kwit opiewający na kwotę 450 jenów i zaczął czytać.
Błądził wzrokiem po stronie i słowach nie mających dla niego jakiegoś większego sensu, kiedy natknął się na jedno zdanie. Przeszedł go dreszcz i już wiedział, że to dla tych paru słów spomiędzy kartek sterczał kawałek rolkowego papieru.
Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień.
Chłód płynący spomiędzy czarnych znaków tuszu rozchodził się po wnętrzu chłopaka jak zaraza. Jak oparzony odłożył książkę zapominając o paragonie, który w międzyczasie włożył do kieszeni. Trzaśnięcie książki odbiło się mokrym plaśnięciem w jego umyśle. Obrzydzenie zawirowało mu w głowie, a on pijanym krokiem przeszedł przez pokój opierając się plecami o regał wypełniony innymi książkami. Osunął się po nim nie wiedząc co się dzieje. Schował głowę między kolanami próbując zapanować nad spazmatycznym oddechem. Co to takiego było? Czemu czuł jakby zrobił coś złego? Jakby nieproszony grzebał w życiu albinosa i dotarł do czegoś bardzo bardzo śmierdzącego, czegoś co nigdy nie miało być odkryte, czego przeznaczeniem było pozostać w przeszłości i gnić  w zapomnieniu pod powierzchnią nowych zdarzeń.
Mijały minuty. Z każdym oddechem, nad którym odzyskiwał kontrolę, powoli uspokajał się. Przecież nic takiego nie zrobił. Przeczytał tylko jedno głupie zdanie, które mogło tak naprawdę nic nie znaczyć dla Shiro. Wymówka marna, ale dla rudzielca to wystarczyło by powstrzymać się przed atakiem mdłości i wyrzutów sumienia. Podniósł się i otrzepał spodnie. Jego wzrok padł na jedną z półek po brzegi wypełnioną książkami. Ze zdziwieniem czytał szeregi tytułów "Medycyna stosowana", "Farmakologia i toksykologia Mutshera", "Współczesna endodoncja w praktyce", a zaraz obok atlas historyczny z drugiej Wojny Światowej, "Boska komedia" Danetgo i w zielonkawej oprawie słownik wyrazów bliskoznacznych, co wywołało lekki uśmiech na twarzy chłopaka.
-Co się tak cieszysz? Zobaczyłeś swoje odbicie?
Hichigo wszedł bezszelestnie i stał w progu trzymając w dłoniach tacę z poczęstunkiem. Usiadł na ziemi plecami do łóżka i nalał mrożonej herbaty do dwóch szklanek. Rudzielec zajął miejsce obok i machinalnie sięgnął po zawartość talerzyka, jednak zatrzymał rękę w powietrzu i przekręcił głowę.
-Króliczki?- patrzył na kawałki jabłka powycinane na kształt małych królików, dokładnie takich samych jak robiła mu kiedyś mama.
-Tak. Sam to...- albinos speszył się a jego blade policzki pokrył rumieniec- Jak ci nie pasuje to nie jedz!- wpakował w usta kawałek owocu i odwrócił się obrażony.
Ichigo sięgnął po króliczka, chwilę przyglądał mu się z nostalgią po czym powoli z uśmiechem zaczął chrupać soczysty miąższ jabłka.
Niemożliwe żeby ktoś, kto strasznie cierpiał wycinał z owoców króliczki, prawda? Ichigo starał przekonać samego siebie, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Cała rzeczywistość aż krzyczała, że coś tu jest nie tak. Ukradkiem zerknął na chłopaka siedzącego obok z zamyśleniem żującego jabłko. Ile on może mieć lat? Czy nie powinien chodzić jeszcze do szkoły, studiować? Kim jest ten człowiek? Złodziejem. Pokręcił głową. Nie, nie jest, ale dlaczego kradnie? Dlaczego tu jest i gdzie podziewa się jego rodzina. Kłębowisko pytań wirowało po głowie chłopaka, chciałby je zadać, ale...
... wycina i wrzuca w ogień
bał się odpowiedzi, bał się zmącić spokój odmalowany na twarzy chłopaka.
Zza długich rzęs albinosa błyskały ogniste oczy, których blask tłumiła w razie czego czujna wola właściciela. Jego wola i ogień gniewu. Co gdyby go zapytał? Wpadłby w szał? Czy przyszedłby mu ktoś na ratunek?
Ichigo nagle coś olśniło. Nikogo nie ma. W pamięci przywołał ich przybycie gdzie nie natknęli się na nikogo, ani na tę małą złotowłosą diablicę, ani na tego strasznego typa, ani na nikogo innego. Przez chwilę nasłuchiwał. Próbował wyłuskać jakiś dźwięk dochodzący zza ścian świadczący o czyjejś obecności lecz w jego uszach rozbrzmiewała cisza.
-Gdzie są wszyscy?-Shiro spojrzał na niego z zaciekawieniem.
-Czemu pytasz?
-Nikogo nie widziałem...
-Małe święto złodziei. Każdy pojechał do domu.
-A ty?
-Co ja?
-Czemu zostałeś?
-To... przereklamowana sprawa-porwał następnego króliczka i wpakował go w usta rudzielcowi- a teraz jedź!
Chłopak podążył wzrokiem za wstającym towarzyszem. Albinos podszedł do biurka i zaczął grzebać w szufladzie. Przekładał rzeczy z prawej na lewą jakby czegoś szukał, ale wzrok miał utkwiony w jednym miejscu.
On nie chciał być sam... przemknęło po głowie Kurosakiemu.
Głupawy uśmiech wykwitł na twarzy chłopaka. Czy to w ogóle możliwe? Żółtooki potwór terroryzujący go przez ostatnie półtorej miesiąca, bezduszne monstrum, które prześladuje go w nocnych koszmarach, ten tyran nie pozwalający mu normalnie żyć najzwyczajniej w świecie... nie lubi siedzieć sam?
Podniósł wzrok na albinosa, który teraz podciągnął żaluzję i wyglądał przez okno. Niedbale oparty o parapet, pierwszy guzik koszuli rozpięty, rozluźniony. Oczy, teraz tak spokojne, obserwowały coś na zewnątrz, a nieśmiały uśmiech błądził po jego bladej twarzy. Czyli ten cały gniew to tylko maska, fasada, za którą ukrywa jakąś zupełnie inną osobę?
Shiro najprawdopodobniej coś poczuł i spojrzał na rudzielca.
Bez tej nienawiści jego oczy są takie piękne, pomyślał Ichigo nim zdążył zastanowić się nad sensem tych słów. Co? Co ja właśnie...
Zażenowany spuścił wzrok, a opadające włosy w nieudanej próbie starały się zakryć karmazynowe policzki.
-Co jest?- albinos zdezorientowany zaraz chytrze się uśmiechnął- nie mów... że miałeś o mnie nieprzyzwoite myśli, co?
-Powaliło cię, czy jak?!- twarz jeszcze bardziej mu pociemniała  pogrążając go zupełnie.
-Mnie to nie przeszkadza-rozsiadł się na łóżku, tuż nad głową Ichigo-opowiedz mi.
-Jesteś lekarzem?
-Marna zmiana tematu- zaśmiał się- ale pytanie intrygujące. Nie, nie jestem.
-To skąd te książki? Widziałem podręcznik do neurologii.
-Takie moje zainteresowanie.
-To może fizykiem?
-Czemu?
-Jakoś tak mi wpadło do głowy- Ichigo podniósł książkę, lezącą tuż przy jego nodze,  zatytułowaną "Teoria pól kwantowych. Tom 3. Supersymetria" i znacząco uniósł brew.
-Takie inne moje zainteresowanie.
-Dużo ich jeszcze masz?
-Parę...
-Kiedy znajdujesz na to czas?- Ichigo rozglądał się po pokoju z niedowierzaniem.
-Mam sporo czasu dla siebie.
-A szkoła?
-Też jest przereklamowana...- mruknął, a Ichigo postanowił nie drążyć tematu.
Rudzielec przekręcił głowę by móc spojrzeć na uśmiechniętego Hichigo. Czy to nieprawdopodobne? Jego usta łagodnie wygięte w tym prostym, serdecznym geście. Chłopak do tego czasu nie podejrzewał, że mógłby tak po prostu siedzieć i rozmawiać z albinosem. Bez gróźb, szydzenia i przemocy. A teraz? To się działo i co więcej Ichigo zdawał się to lubić. Tak, zdecydowanie mógłby to tego przywyknąć. Ta myśl wydawała się kojąca i przerażające jednocześnie.
Siedzieli śmiejąc się, rozmawiając i opowiadając o sobie. Głównie mówił Ichigo, o szkole, o swoich siostrach i przyjaciołach. Żaden z nich jednak nie poruszał tematu przeszłości, intuicyjnie pomijając kwestie, które mogłyby naprowadzić na te tory. Czas przeciekał im przez palce i nim się zorientowali słońce przemierzając swoją żmudną drogę ku zachodowi, zajrzało do pokoju rzucając ciepłe pomarańczowe plamy światła na podłogę. Oboje milczeli zapatrzeni w tańczące drobinki kurzu. Gdyby ktoś teraz wszedł do pomieszczenia pomyślałby, że widzi dwójkę starych przyjaciół, którym nie potrzebne są już słowa. Cisza nie była już uciążliwa, a pokrewieństwo dusz pozwalało niemalże na telepatię.
Nagle sielankowość całej sceny odebrało głośne i przeciągłe burczenie. Chłopak złapał się za brzuch niemniej zaskoczony niż albinos.
-Chodź, zaradzimy coś na to- Hichigo wstał z łóżka kierując do się drzwi- trochę się zasiedzieliśmy.
Stanęli u progu przestronnej i dobrze wyposażonej kuchni, co nieco zaskoczyło Ichigo.
-Nie tego się spodziewałeś, co?
-Nie, tylko... trochę inaczej to sobie wyobrażałem- tłumaczył się rudzielec zawstydzony swoimi myślami.
Żółtooki pewnym krokiem przeszedł do lodówki, zajrzał do niej i chwilę myślał. Otworzył szafkę tuż nad zlewem, wyciągnął jakieś pomarańczowe pudełko.
-Yakisoba. Może być?
-Co?!
-Coś taki zdziwiony? Myślałeś, że nakarmię cię masłem orzechowym?- albinos zagrzechotał  makaronową zawartością pudełka- no to co, może być?
Ichigo niepewnie pokiwał głową i jak zaczarowany wpatrywał się w albinosa sprawnie poruszającego się po kuchni.
-Może pomogę?- rudzielec niepewnie zbliżył się do albinosa dzierżącego nóż.
-Nie, siadaj- wskazał ostrzem miejsce, o włos mijając twarz chłopaka- patrz i ucz się!
Już po chwili Shiro zdawał się być w swoim świecie. Zapomniał o obecności chłopaka i szalał w swoim królestwie, czarując nożem i patelnią.
Kurosaki obserwował towarzysza, jak ten krząta się z miejsca na miejsce z taką płynnością i gracją, jakby nie gotował, a tańczył.  Rozmarzony uśmiech i skrzące się oczy, to wszystko wprawiało go w oniemienie i konsternację, zmuszało do zadania sobie po raz kolejny pytania "Kim jest ten człowiek?".
Pomieszczenie powoli wypełnił aromat rozgrzanego olejku i korzennych przypraw. Ichigo rozłożył się na blacie, wspierając brodę na złożonych dłoniach. Z rozleniwieniem wodził wzrokiem za albinosem, a poczucie bezpieczeństwa i przeświadczenie, że wszystko jest takie jak powinno, cichutko zaczęło się wkradać do serca chłopaka bez jego świadomości. Kojące ciepło, syk prażonego makaronu, niebieska koszula Shiro, a potem powieki stały się zbyt ciężkie.

-...aniesz w końcu?- Ichigo poczuł jak ktoś go potrząsa.
-C-co?
-No w końcu, śpiąca królewno. Jedzenie ci stygnie!
Rudzielec przetarł leniwie oczy i rzeczywiście, na blacie tuż przed jego nosem stały dwie miski wypełnione po brzegi makaronem z warzywami.
-Już tak nie medytuj nad tym i spróbuj- albinos podsunął naczynie bliżej.
Ichigo niepewnie włożył sobie pierwszą porcję do ust i nie minęła chwila gdy zastygł jak sparaliżowany z szeroko otwartymi oczami.  Shiro na to lekko uśmiechnął się pod nosem.
-Thy to uhotowales?
-Co? Nie mów z pełnymi ustami...- Kurosaki przełknął.
-Ale to jest takie pyszne!
Albinos rozpromienił się na komplement i nie mogąc ukryć zadowolenia z głupawym uśmiechem zaczął jeść. Podobną minę miał rudowłosy, który w tej chwili nie wiedział czy bardziej czuje ten przepyszny smak, czy zdziwienie, że to Shiro ugotował coś tak nieziemskiego! Nie, zdecydowanie chodzi o ten smak. Jakby przeglądał w sklepie próbniki z kolorami, co chwila na języku prym potrawy wiodła inna, to słodka, to pikantna nuta.

-Jest jeszcze?
-Dwie dokładki i jeszcze ci mało? Przykro mi-Shiro posłał mu rozbawione spojrzenie, pokazując puste dno naczynia.
-Szkoda- Ichigo tęsknie spojrzał po swojej misce i z rozczuleniem pogłaskał się po brzuchu- choć pewnie i tak już nie miałbym gdzie tego wcisnąć.
-Nie podejrzewałbym cię o to.
-Ja ciebie też.
-O co?- zabrzmiało zdziwienie w głosie albinosa.
-Że tak dobrze gotujesz...
-To nic. Moje ramen jest najlepsze na tej półkuli- wyszczerzył zęby w zadowoleniu- A Gyoza! Musiałbyś spróbować!
-Musisz mi zrobić następnym razem, co?- poprosił Kurosaki nie widząc zdziwienia, w jakie wprawił pytaniem towarzysza.
-Pewnie- szepnął i czując, że pieką go policzki odwrócił głowę.
Rozmawiali jeszcze jakiś czas, ale Ichigo w końcu zdecydował, że musi wracać do domu. Z niejakim żalem oboje podnieśli się z miejsc i skierowali do wyjścia. Już przy drzwiach chłopak wpadł na genialny pomysł i obrócił się podniecony.
-Shiro, mógłbyś mi pożyczyć jakąś książkę?- albinos widocznie zaskoczony w lot pojął pomysł drugiego i się uśmiechnął.
-Nawet wiem jaka mogłaby ci się spodobać. Poczekasz chwilę?
Nie czekając, aż rudzielec przytaknie pobiegł na górę. Wrócił po paru minutach i zdyszany podał książkę. Ichigo wziął ją do ręki i przyjrzał się niebieskiej okładce i pożółkłym pozaginanym kartkom. Wydawała się stara i wysłużona. Albinos widocznie czytał ją wiele razy, bo... była jego ulubioną? Ichigo ujął ją w obie dłonie nie mogąc doczekać się, aż zacznie czytać i po raz kolejny spotka się tu z żółtookim, taką przynajmniej miał nadzieję.
-Uważaj na nią, dobrze?- Ichigo kiwnął i z wyraźnym ociąganiem zrobił krok w tył.
-To idę.
-Uhmm...
Jednak żaden z nich się nie poruszył. Każdemu przelatywały przed oczyma zdarzenia z dzisiejszego dnia, które już stały się wspomnieniami. Albinos bał się chwili gdy drzwi za jego gościem się zamkną, a on zostanie sam ze swoimi myślami. Znowu.
Ichigo zastanawiał się, kiedy po raz ostatni tak dobrze się bawił i tak świetnie czuł. Spuścił wzrok i stał nie wiedząc co jeszcze mógłby powiedzieć. Nie zauważył kiedy albinosowi zabłysły oczy, a w głowie dojrzała myśl, że nie chce żałować. Shiro jednym ruchem przyciągnął chłopaka do siebie i wpił się w jego usta. Sekunda zupełnego oniemienia i zaraz uczucie ciepła miękkich ust albinosa oszołomiły Ichigo, który niezdarnie oddał pocałunek. Nim zdążył się zorientować co tak naprawdę się stało, żółtooki zamknął go w swoich objęciach próbując delikatnie rozsunąć jego wargi językiem.
Boże, co się stało? Chłopak chciał wysupłać się z ramion Hichigo, co ten wziął za próbę przejęcia kontroli i jeszcze mocniej naparł na jego usta.
-Nie!- krzyknął Ichigo między jednym pocałunkiem, drugim.
Zaskoczenie albinosa pozwoliło mu się uwolnić i odskoczyć.
-Nie jestem pieprzonym pedałem, do cholery!- warknął bardziej przestraszony niż zły i uciekł po schodach zostawiając zupełnie oszołomionego chłopaka w niebieskiej koszuli w wejściu do starego, obdrapanego budynku.

Ichigo biegł przed siebie byle jak najdalej od albinosa.
Czemu mnie pocałował? Co on sobie wyobrażał?! Nie jestem ciotą! Nie jestem! NIE JESTEM!
Usta tamtego tak gładkie, ciepły oddech tuż przed...
NIE! NIE! NIE!
Łagodne spojrzenie żółtych oczu, drgające iskierki złota...
Głupi pedał! Niezrównoważony psychicznie idiota!
Biała skóra obojczyków pod rozpiętą koszulą...
-Nosz kurwa!- zwolnił do marszu dalej walcząc z własnymi myślami. Dopiero po jakimś czasie, gdy wizje pocałunku nie miały już siły uderzenia obuchem w głowę, a wargi nie były tak spuchnięte, pozwolił sobie na dopuszczenie otoczenia do swojej świadomości.
Gdzie ja do cholery jestem?, warknął w myślach, rozglądając się po rzędach identycznie wyglądających blokowisk. Szedł na chybił trafił, ale okolica wcale nie zdawała się być mniej obca niż chwilę wcześniej. Zrezygnowany skręcił w prawo i ujrzał wejście do opuszczonej fabryki. Kolejna ślepa uliczka.
-Mamy naszego ptaszka.
Ichigo powoli się obrócił. Na przeciw stał wysoki, niebieskowłosy mężczyzna. Zbudowany jak młody bóg, uśmiechał się jakby stał na środku mediolańskiego wybiegu, a nie w zapchlonej dziurze. Towarzyszył mu ogromny ciemnoskóry mężczyzna, który wydawał się dziwnie znajomy.
-Zommari, jesteś pewien że to on?- odezwał się niebieskowłosy do osiłka.
-To on- olbrzym potarł ręką po szyi- to ten gówniarz.
-Myślałem, że wezmą kogoś bardziej... odpowiedniego.
Nagle Ichigo zrozumiał skąd poznaje czarnoskórego. To ten typ gonił Shiro! I zaraz z tą świadomością chłopakowi zrzedła mina.
-Mam przesrane- mruknął.
Przyjrzał się uważniej przeciwnikom, oceniając swoje szanse w starciu z tą dwójką. Spiął się, wiedząc że czekanie w niczym tu nie pomoże.
-Ne tak szybko- pogroził palcem niebieskowłosy, widząc reakcję Ichigo- Chłopaki?
Przez chwilę nic się nie działo, ale zaraz po bokach wyszło dziesięciu, ubranych na czarno mężczyzn, którzy stanęli w rzędzie za wcześniejszą dwójką.
Rudzielec wypuścił powietrze z płuc. Co tu się dzieje? Kim są ci ludzie? Niebieskowłosy, który z całą pewnością był jakimś szefem, kiwnął lekko ręką i cała banda rzuciła się na chłopaka. W pierwszej sekundzie udało mu się powalić jednego, unikając jego ataku z prawej i maskując mocne uderzenie z kolana w brzuch. Jednak zaraz ktoś złapał go pod pachy, unieruchamiając ręce. W ostatnim ataku paniki kopnął w kroczę napastnika przed nim, jednak w rewanżu otrzymał potężny cios w nerki, który powalił go na kolana. Kolejne uderzenia po ramionach i buch w twarz. Pociemniało mu w oczach i poczuł smak krwi. Próbował utrzymać pionową postawę, gdy niebieskowłosy się do niego zbliżył.
-Zadziorna bestia- uśmiechnął się do chłopaka- może jednak się nie pomylili biorąc ciebie.
Sens słów nie docierał do Ichigo, widział tylko bliznę mężczyzny na linii żuchwy. Marzył o tym, by ten kto go trzyma z tyłu, na chwilę stracił czujność i pozwolił mu przywalić temu facetowi właśnie w tamto miejsce.
-Wiesz co? Nie podoba mi się jego spojrzenie. Mógłbyś?- Mężczyzna z blizną skierował pytanie do kogoś stojącego za plecami chłopaka. Rudzielec chciał się jeszcze obrócić ale nie zdążył. Poczuł tępe uderzenie w tył głowy i wszystko nagle stało się jakieś mętne po czym całkowicie zniknęło.
Chłopaka wpakowano do minivana stojącego przecznicę dalej, a książka, która gdzieś upadła podczas bijatyki otworzyła się na pierwszej stronie z dedykacją:
"Dla Ichigo, weź głęboki wdech przed zanurzeniem się w nowym świecie.".
____________________________________________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz