Otworzył oczy, ale nadal widział ciemność. Niewielki ruch spowodował echo bólu rozchodzące się po jego głowie. Chciał dotknąć potylicy ale nie był w stanie poruszyć żadną z rąk, jakby były ze sobą sklejone.
Co jest?! - Rozejrzał się po bokach-Jestem... związany? -Szarpnął ramionami raz i drugi, a jedynym skutkiem była gehenna, jak grad szklanych odłamków wbijająca się w mózg.
Boże!- Napływające wspomnienia poprzedniego dnia storpedowały jego umysł. Kolejny atak bólu zdał się niczym przy świadomości- ktoś mnie porwał!
-Ratunku!- krzyknął w panice.
Przerażenie jak pocisk wyrzuciło go do przodu,naparł ciężarem całego ciała usiłując zerwać pętające go więzy. Jak dzikie zwierzę na uwięzi ryczał z gniewu i bezsilności.
-Pooomocy!- przetarta skóra na przegubach nie wytrzymała i krople krwi zaczęły spływać po dłoniach chłopaka- Niech mi ktoś pomoże!
Nikt nie przychodził, nabrał jeszcze więcej powietrza w płuca kontynuując nawoływania póki zdarte gardło nie odmówiło współpracy i mógł tylko ochryple skrzeczeć. Zmęczony opadł na kolana, niezdolny do racjonalnego myślenia.
-No, co za męczeńska poza...
Ichigo podniósł spojrzenie. Niebieskie włosy i blizna. Twarz porywacza rozciągnęła się w uśmiechu pełnym pogardy, jakby patrzył na pluskwę, która ma zaraz zniknąć pod powierzchnią jego buta. Zrobił krok w jego stronę jakby naprawdę miał zamiar go rozdeptać, w rzeczywistości tylko pochylił się i przyjrzał uważniej spoconej twarzy chłopaka.
-Zastanawia mnie- uważnie obserwował reakcję związanego- kiedy złamię tę butną dumę w twoich oczach.
-Wal się!- Ichigo po raz kolejny szarpnął się do przodu, nie zważając na piekące rany, jakby chciał ugryźć niebieskowłosego. Zamiast tego splunął mu krwią milimetry od twarzy.
Ignorując go zupełnie mężczyzna odwrócił się, dostrzegając coś, czego nie mógł zobaczyć chłopak, zaraz jednak usłyszał kroki i do pomieszczenia weszły dnie nowe osoby. Oczy przyzwyczajone już do mroku dostrzegły wysokiego mężczyznę. Jego biała skóra zdawała się jaśnieć w ciemnościach, a kaskada długich czarnych włosów z nią współgrać. Biła od niego jakaś aura spokoju i autorytetu, co wcale się nie spodobało Kurosakiegomu, wręcz przeciwnie, poczuł niepokój i przeświadczenie, że ten człowiek może być prawdziwym niebezpieczeństwem. Wraz z postacią weszła jakaś niska, pulchna, prawie niezauważalna osoba.
-"Butna duma"? Widzę, że się rozwijasz- odezwał się mężczyzna w czarnych włosach, jego głos był melodyjny i harmonijny, ale jednocześnie pozbawiony jakichkolwiek emocji.
-Idealne wyczucie czasu!- niebieskowłosy zwrócił się do mniejszego przybysza kiwnąwszy głową w stronę klęczącego- gość się bardzo niecierpliwi, do roboty- Podszedł do białoskórego- widzisz? Jak chcę, to potrafię.
Zbliżając się pulchna postać okazała się być pogarbionym w średnim wieku mężczyzną, którego zniekształconej przez skazy i blizny twarzy, chłopak nie chciałby oglądać drugi raz w życiu. Dzwonnik z Notre Dame niósł jakieś zawiniątko.
-Nie ruszaj się, dobra?- otworzył worek i wyciągnął przedmiot, który rozbłysł lekkim metalicznym blaskiem- to obędzie się bez komplikacji.
-Nóż?- Ichigo otworzył oczy szerzej z przerażenia, a mężczyzna minął go i złapał za wyciągnięte w tyle ręce.
-No rozłóż rączkę- facet zdecydowanie był w swoim fachu.
Ichigo panika wkradła się do serca. Szybko odskoczył od garbacza, na tyle ile pozwalała mu jego nowa smycz. Szybko wtulił się w zimną ścianę, śmierdzącą stęchlizną i zastygł w przerażeniu.
-Spoookojnie- rzeźnicki sprzęt zbliżył się niebezpiecznie blisko.
-Chwila- odezwał się wyrwany z rozmowy na boku niebieskowłosy- weź ucho- już odwracał się do rozmówcy, gdy sobie coś przypomniał- ale jakoś fajnie wykrój z tymi jego rudymi kłakami, okey?
-Ale zawsze wysyłamy palec- oponował zaskoczony grubasek. Widocznie przyzwyczaił się do rutyny w swojej pracy.
-No to tym razem będzie ucho, jakiś problem?- warknął zirytowany tą niepotrzebną wymianą zdań.
-No, ale procedury...- jęknął.
-Pieprzyć procedury! Chcę jego jebane ucho!- nie wiadomo kiedy doskoczył do małego mężczyzny, który skulił się ze strachu- Jesteś w stanie to kurwa zrobić?
-Aaa... miałem powiedzieć, że szef cię wzywa.
-Co kurwa? Nie mogłeś od razu?- syknął odwracając się do białej postaci. Ichigo od razu pomyślał, że to niebezpieczne tak się odzywać. Facet przypominał jadowitego węża i to niemalże pewne, że atakuje bez ostrzeżenia- Dobra już idę. A ty- wskazał na nadal trzęsącego się grubasa- poczekaj na mnie. Chcę to widzieć.
Opuścił pomieszczenie w towarzystwie czarnowłosego, pozostawiając go sam na sam z dzwonnikiem. Bacznie obserwował każdy jego ruch, za bardzo cenił sobie zarówno palce jak i uszy, by przez nieuwagę je stracić. Jednak tamten wcale nie nie miał zamiaru do niego podchodzić. Zapatrzony w swój nóż coś mamrotał pod nosem, po czym udał się do wyjścia. Do uszu Ichigo dotarły tylko urwane fragmenty tego monologu.
-Jak mam niby... samo czy... wyciąć małżowinę- reszta zniknęła gdzieś z echem odchodzących kroków na kamiennej posadzce.
_________________________________________________________________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz