Znalazłam coś w folderze, który powinien być zapisany jako " stare, zapomniane i reszta tego badziewia". Sentymentalne opowiadanie, bo jedno z pierwszych.
__________________________________________________________________
-Czego chcesz!- krzyknął w przestrzeń zirytowany. Zero odpowiedzi. Rozejrzał się wokół. Przesunął powoli wzrokiem po rzędach szarawych budynków, pustych i wymarłych ulic. Spojrzał w niebo. Płynęły po nim spokojnie bezkształtne chmurzyska. Wszystko w porządku, jak zwykle.
-Więc po co mnie wzywałeś?- mruknął Ichigo pod nosem i ruszył niespiesznie przed siebie.
Nie wiedział gdzie iść. W którą stronę się udać. Skoro Hollow nie wyszedł mu naprzeciw, to może znajdować się teraz w każdym miejscu i jeżeli nie chce być znaleziony to jest, to pewne, że nikt go nie odnajdzie. To było naprawdę denerwujące. Mimo iż to świat Ichigo, to Shirosaki znał go lepiej i poruszał się po nim zdecydowanie swobodniej niż prawowity władca.
-Królu…- chłopak usłyszał szept i natychmiast się zatrzymał. Okręcił wokół, najpierw w jedną, a potem w drugą stronę, by dostrzec skąd dobiegało. Nigdzie nie widział swojego Pustego.
-Wyłaź do cholery!- wrzasnął, ale odpowiedział mu tylko mrożący krew w żyłach chichot. Ichigo przeszedł dreszcz i poczuł jakiś przejmujący chłód od środka- Co on znowu kombinuje?- pomyślał i z przeczuciem, że zaraz może się coś wydarzyć. Sięgnął do rękojeści swojego miecza. Zacisnął na nim niepewnie palce i w tym samym momencie usłyszał jakiś szmer za plecami. Obracając się, uwolnił całkowicie swoją katanę, na czas by w ostatnim momencie sparować atak Hollowa. Zatrzymali się w metalicznym uścisku swoich broni. Zaskoczony Ichigo zdążył tylko zobaczyć żółte ślepia swojego alter ego, przepełnione szaleństwem, gniewem i nienawiścią. Nienawiścią do swojego króla- Ichigo, po czym ten znów błyskawicznie zniknął. Miecz chłopaka nie mając już oporu przed sobą przeciął powietrze pociągając za sobą właściciela. Kurosaki stracił równowagę, w ostatniej chwili lądując na kolanie tym samym broniąc się przed całkowitym upadkiem.
-Teme…- warknął ze spuszczoną głową, połykając gwałtownie hausty powietrza, by wyrównać oddech. Podniósł się na równe nogi, stanął w szerszym rozkroku dla stabilniejszej postawy i złapał oburącz swoje zanpaktou. Gniewnie rozejrzał się, w oczekiwaniu na kolejny szaleńczy atak Pustego. Był gotowy. Tym razem nie da się zaskoczyć. Będzie szybszy. Trwał tak chwilę, w kompletnym bezruchu i napięciu, gdy znów usłyszał ten charakterystyczny dźwięk. Ichigo kątem oka dostrzegł cień po swojej prawej stronie.
Hichigo wyskoczył na chłopaka z uniesionym mieczem, z zamiarem przekrojenia go na pół. Gdy już sięgał jego pomarańczowej czupryny ostrzem, mając w głowie tylko szaleńczą satysfakcję skupioną w myśli „ I tu Cię mam, królu…”, ten zniknął mu z oczu używając Shunpo. Kiedy biały miecz albinosa trafił na pustkę, ten rozdarł ciszę swoim histerycznym śmiechem.
-Tylko tchórz ucieka z pola walki!- usłyszał Ichigo- I ty śmiesz nazywać siebie królem?!
Pomarańczowowłosy przeżuł przekleństwo w swoich ustach. Mimo iż wiedział, że to tylko nędzna prowokacja ze strony Pustego, ciężko było mu znieść obelgę. Wolał być jednak marnym królem, ale ŻYĆ! Ruszył w jedynym możliwym kierunku, do wyjścia.
Bał się Hollowa, to nie ulega wątpliwości. Choć jest jego „królem” czuł przed nim strach. Tak nie powinno być, ale Ichigo nic na to nie mógł poradzić. Szaleństwo albinosa było nie do okiełznania, a jego nienawiść była tak materialna, że chłopak w żaden sposób nie mógł jej zaradzić.
Przed oczami przelatywały mu najgorsze scenariusze, tego co może się wydarzyć, jeżeli w porę nie zdąży przekroczyć granicy.
- W najlepszym wypadku poćwiartuje mnie na drobne kawałki- mruknął do siebie zrezygnowany chłopak. Wizja tak marnego końca paraliżowała go, ale brnął nadal na przód, częściowo wbrew swojej woli. W napięciu stawiał każdy krok, starając się robić jak najmniej hałasu. Choć i to nie miało sensu, bo Pusty już od chwili, wisząc na ścianie jednego z budynków obserwował swoją ofiarę, pokonującą powoli kolejny odcinek drogi. Drogi która zaprowadzi go prosto w objęcia śmierci.
Kurosaki czując podświadomie obecność wroga przyspieszył kroku, a gdy usłyszał za sobą śmiech wyrwał się do szaleńczego biegu. Wbiegł na jedną z węższych ulic. Starał się lawirować między budynkami tak by jakoś zgubić, zmylić chociaż na chwilę Pustego. Skręcił najpierw w prawo a potem w lewo, przemierzając coraz to węższe uliczki. Gdy Shinigami biegł przez miejski labirynt, zrozumiał że już od dłuższej chwili nie czuł, ani nie słyszał obecności Hichigo. Rozluźnił się i poczuł w głębi duszy nadzieję- nie tym razem, draniu- pomyślał i skręcił ostatni raz w prawo. Przed oczami wyrosła mu ściana. Chłopak otworzył oczy ze zdziwienia. Wyciągnął rękę przed siebie i niepewnie, drżącymi pacami dotknął ściany, jakby nie mógł do końca uwierzyć, że ta przed nim tak po prostu stoi. Gdy przekonał się o autentyczności przeszkody, oparł się o nią dłonią i spuścił głowę
-Tem…- szepnął do siebie, ale nie zdążył skończyć. Dobiegł go za pleców odgłos zbliżających się kroków. Ichigo powoli odwrócił się z irracjonalną nadzieją, że to może wcale nie idzie Hollow, ale gdy się obrócił zza rogu wyszedł ON. Shirosaki zatrzymał się i uśmiechnął. Napawał się chwilą tryumfu. Shinigami patrzył bezmyślnie na swojego oprawce niezdolny do wymyślenia żadnej drogi ucieczki. Stał przed nim wysoki, smukły mężczyzna. Miał śnieżnobiałą skórę i tego samego koloru zmierzwione włosy. Jego ciało było silne i umięśnione, a każda jego część była zawsze gotowa do ataku. Na jego twarzy szerzył się złowieszczy, ale szeroki uśmiech. Ale to co najbardziej przykuwało uwagę, to jego oczy. Czarne, głęboko osadzone z mieniącymi się na złoto, żółtymi tęczówkami. Jego spojrzenie mogłoby zamrozić wszystko w zasięgu wzroku, a jednocześnie czająca się tam nienawiść i gniew mogły topić lód. Ichigo patrząc na niego zdał sobie sprawę, że właśnie te oczy będą ostatnią rzeczą jaką zobaczy przed śmiercią. Stały się one nagle dla niego całym światem, czuł że przeszywają go na wylot i widzą wnętrze jego duszy. Nie mógł przed nimi uciec, schować się. Shinigami zrobił krok do tyłu i natrafił na ścianę. Przytulił się do niej plecami, a jej chłodna powierzchnia wydała mu się przyjemnie ciepła w porównaniu z zimnem jakie odczuwał wewnątrz siebie. Strach sprawił, że jedyne co był w stanie robić, to bezmyślnie mrugać i oddychać, choć i to teraz przychodziło mu z trudem. Shirosaki zrobił krok w jego kierunku, na co chłopak jeszcze bardziej próbował się wtopić w ścianę. Jego serce zaczęło bić w szaleńczym rytmie, a jedyne o czym teraz myślał to, jak to się stało, że znalazł się w tak beznadziejnej sytuacji. Wydawało się, że nie ma chyba nic bardziej żałosnego jak zginąć w jakimś obskurnym, zatęchłym zaułku, będąc niezdolnym do walki, z ręki alter ego i to jeszcze we własnym, wewnętrznym świecie. Tutaj wszystko powinno być pod jego kontrolą. Tu powinien czuć się bezpiecznie. Powinien być królem!
Ichigo skurczył się w sobie gdy albinos pokonał odległość, jaka ich dzieliła i stanął tuż przed młodzieńcem, tak że ten czuł na twarzy jego chłodny oddech. Ichigo przeszły ciarki i dziwiąc się swojej beznadziejnej bezbronności zaczął w myślach błagać Hollowa o szybki koniec. Jednak sadystyczny uśmiech Shirosakiego nie zapowiadał lekkiego i bezbolesnego zakończenia jego życia.
-Ichi, możemy w końcu zaczynać?- spytał albinos opierając miecz na ramieniu
-A-ale co… zaczynać?- wyjąkał bezmyślnie pomarańczowowłosy co wywołało łagodny uśmiech politowania na twarzy Hichigo
-Jak to co?- podniósł swoją katanę nad głowę przymierzając się do zamachu- twój koniec!
_____________________________________________________________________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz