Ichigo!- podbiegł zdyszany chłopak do przyjaciół wychodzących ze szkoły- mogliście na mnie poczekać!
-Keiko, nie marudź i chodź- odpowiada Tatsuki i wraca do rozmowy z rudą dziewczyną idąc na czele grupy.
- Jak dobrze, że już piątek...- wzdycha zadowolony zrównując się z resztą.
Kierują się w stronę wyjścia, gdy Keiko nagle się zatrzymuje .
-Ludzie, stójcie!- krzyczy podekscytowany.
Ichigo i Chad śmiejąc się z nowego wydania ich ulubionej mangi, wymijają go i nikt nie zwraca na niego uwagi. Pomysły chłopaka zazwyczaj nie są warte zainteresowania, a co dopiero realizacji. Jednak niezrażony goni za grupą i kontynuuje.
-Hej! No mam pomysł!- podbiega do rudej dziewczyny, która przystaje, a za nią cała reszta- Karaoke!
-Hee?
-Chodźmy na karaoke. Co ty na to, Inoue ?- patrzy z nadzieją, że ona przekona resztę grupy.
Dziewczyna niepewnie rozgląda się po twarzach przyjaciół i zatrzymuje się na Kurosakiego.
-Ichigo?
-Hmm...- rudowłosy udaje, że się zastanawia i posyła uśmiech dziewczynie- czemu nie?
Ulga i euforia malujące się na twarzy dziewczyny wydały się zabawne Tatsuki, ale skwitowała to tylko pobłażliwym uśmiechem. Jeżeli Orihime jest szczęśliwa, to ona też. Jeśli towarzystwo Kurosakiego sprawia, że się rumieni, to cóż? Nic na to nie poradzi. Jeszcze raz zerka na rozanieloną twarz dziewczyny, by upewnić się w swoim przekonaniu i włącza się do rozmowy przyjaciół.
Mijają bramę, gdy słyszą tuż obok
-Yo! Truskawa...
Ktoś szarpnął Ichigo za nadgarstek i pociągnął mocno do tyłu, wykręcając niemal boleśnie. Chłopak już odwraca się wkurzony, gotowy przyłożyć żartownisiowi, gdy jego spojrzenie krzyżuje się z żółtymi ślepiami. Traci całą parę i staje jak wryty.
-Sh- Shiro?
-Czekałem
Co? Czemu on tu stoi?! Po co tu przylazł? Dlaczego? Czy może... Nie! To niemożliwe. Zapomniałem! Piątek. Przecież jest pieprzony piątek i znów ta głupawa kontrola. Na śmierć o tym zapomniałem! Nie!
Rudowłosy tępo wpatruje się w chłopaka i po raz tysięczny zastanawia się, co go podkusiło żeby zatrzymywać się tamtego dnia? Czemu widząc tamto wydarzenie po prostu się nie odsunął i nie przepuścił uciekającego chłopaka? Co wywołało ten cholerny impuls w jego mięśniach zmuszając do szybkiego zrywu? By uratować tego potwora, który stoi przed nim? Co na miłość boską?!
Odbijały się słowa w jego głowie w akompaniamencie szyderczego śmiechu albinosa.
Dlaczego ja?
-Możemy iść- bardziej stwierdził niż spytał Hichigo i ruszył w przeciwny kierunku
-Nie
-Słu-cham?-odwracając się, spytał powoli przeciągając sylaby
-Nie idę z TOBĄ
-Chyba się nie zrozumieliśmy...
Wszyscy stali jak wryci nie wiedząc co się dzieje. Uważnie obserwowali dwójkę, mierzącą się zabójczymi spojrzeniami. Atmosfera ciążyła niczym gradowa chmura i choć nie padło ani jedno słowo, miało się wrażenie, że jest się w samym centrum zaciekłej wojny. Trwająca cisza zaczęła się ciągnąć i budzić coraz większe zniecierpliwienie. Wtem siła Ichigo zaczynała wyraźnie topnieć. Wyglądało jakby jego postać zaczęła się kruszyć i zanikać, zdominowana przez potężną aurę przeciwnika. Wydawać się mogło, że sama obecność obcego wysysała determinację chłopaka.
-Możesz przestać?! Chcę pójść na karaoke!- chciał odwrócić wzrok, ale nie był w stanie.
Albinos nie odpowiedział. Skupił swoje chłodne spojrzenie na chłopaku. Chociaż żółte ślepia taksowały wyłącznie Kurosakiego, wszyscy wokół poczuli się nieswojo. Dojmujący chłód przeszedł, ogarniając całą grupę. Pogrążając w całkowitej niemocy.
To dopiero przebudziło Ichigo. Spojrzał za siebie, na milczących przyjaciół, którzy stali jak skamieniali. Ich puste spojrzenia, jakby zastygłe szklane kule. Zacisnął wściekły pięści, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni. Do bólu. Sprawka Shiro i jego paskudnego usposobienia. Prychnął gniewnie i nie żegnając się wyminął albinosa.
Hichigo uśmiechając się pod nosem po kolejnej wygranej bitwie, ruszył leniwie za rudowłosym.
Pierwszy ocknął się Ishida, karcąc się w myślach za brak czujności. Jak mógł dać się zdominować tak nieokrzesanemu, jak widać na pierwszy rzut oka, dziwakowi?
-Co to było?-Mizuiro z niedowierzaniem mrugał oczami
-Znajomy Kurosakiego?
Wszyscy wpatrywali się w odchodzącą parę.
-Przyszedł po niego...- wyjąkała Inoue, bardziej do siebie niż do kogoś innego- tak jak w zeszłym tygodniu.
Oddalili się spory kawałek od szkoły, ale nadal szli główną drogą. Zbliżali się do centrum i mijali coraz więcej sklepów i kawiarni. Wtopili się w rzekę ludzi, śpieszących się to w jedną, to w drugą stronę i nikt tak na prawdę, nie zwracał uwagi na osobliwy duet. Hichigo parę kroków za chłopakiem, wpatrywał się w jego spięte plecy, które co jaki czas przesłaniał inny przechodzeń. Promieniował z niego gniew, co tylko rozweseliło albinosa.
Może ten dzień nie jest jeszcze do końca stracony?, pomyślał rozbawiony i zbliżył się do chłopaka.
-Długo będziesz się jeszcze dąsać ?
Ichigo posłał mu krótkie wściekłe spojrzenie, które na nieszczęście nie potrafiło tego, co te bazyliszkowe. Przyspieszył kroku znikając za ścianą obcych ciał, znów zostawiając w tyle niechcianego towarzysza. Shiro jednak szybko wyłapał go w tłumie i uśmiechnął się szyderczo.
-A powiedz mi, ta ruda... to długo już tak?- na wzmiankę o Inoue chłopak poczuł dreszcz niepokoju.
-Wpatruje się w ciebie jak ciele w malowane wrota- kontynuuje albinos- Ale ty chyba nie...?
Ichigo ściąga brwi w wyrazie niemego pytania.
-No chyba Ci się nie podoba, prawda? Poczułbym się urażony.
-Urażony?
-Twoim prymitywnym gustem...-Shiro odwraca spojrzenie i udaje, że się nad czymś poważnie zastanawia- Denerwuje mnie ta dziewucha, wiesz? Na szczęście, kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza...- głupawe spojrzenie Ichigo mówi wszystko- z resztą, nieważne...
-Co?
-"Proszę", a nie "co". To Osterfield, nieuku. Powiedziałem, że łatwo można by się jej pozbyć.
-Nie waż się jej tknąć!
-Jej?! Fuj. Nawet dwumetrowym kijem!- posyła rozpromieniony uśmiech rudzielcowi, co jeszcze bardziej go rozjusza.
-Długo będziesz mnie dręczyć?! Może znalazłbyś sobie kogoś bardziej odpowiedniego zamiast za mną łazić!- reaguje parę przechodniów zaskoczonych nagłym wybuchem.
-To niemożliwe!- Hichigo wymija chłopaka, który zignorowany zostaje z rozdziawionymi ustami, i szybkim krokiem podchodzi do jednej z witryn sklepowych. Po chwili znika we wnętrzu sklepu ze słodyczami.
-Czy on w ogóle mnie słyszy?- mamrocze pod nosem Ichigo i rusza śladem towarzysza.
Na pierwszy rzut oka, nigdzie go nie widać. Wnętrze przytłacza swoim tandetnym, lukrowy wystrojem. Wszędzie stoją, wiszą i leżą ogromne plastikowe łakocie. Mają okrągłe, błyszczące oczy i nienaturalnie szeroko uśmiechają się do klienta. Aż strach sięgnąć po coś z półek. A jednak, Shiro wbiegł tu niesamowicie czymś podniecony.
Rudzielec ruszył wzdłuż pierwszego działu poświęconego wielu rodzajom żelków. Kto by w ogóle pomyślał, że jest ich aż tyle? Starannie starał się omijać poliwęglanowe reprodukcje półkowych rarytasów z obawy, że te mogą ożyć i go złapać, a potem ... pożreć?
Mijał kolejno czekoladowe batoniki, ciasteczka z wróżbą, lizaki, małe torciki, czekoladowe figurki (gdyby ktoś przypadkiem chciał zjeść swojego ulubionego bohatera) i wiele innych z pewnością słodkich rzeczy. Jednak nigdzie nie napotkał albinosa. Jeżeli ma zamiar się ukrywać, to Ichigo nie ma ochoty brać udziału w jego chorych zabawach. Przeszedł obok kasy w kierunku wyjścia.
-Przepraszam! Rachunek!
Ichigo zatrzymał się zdezorientowany. Spojrzał na kasjerkę, która idealnie wpasowywała się w atmosferę sklepu. Malutka, z wielkimi oczami i niewinnym wyrazem okrągłej buzi. Gdyby ją ugryźć to pewnie byłaby z marcepanu. Czyli niezjadliwa...
-Proszę?
-Nie zapłacił pan
-Jak pani widzi, nic nie kupiłem- Ichigo rozłożył ręce by pokazać, że rzeczywiście nic przy sobie nie ma
-Pański przyjaciel powiedział, że...
Że mój co?!
-A on już wyszedł?
-Tak. Powiedział, że pan za wszystko zapłaci...- kasjerka zaniepokojona wpatrywała się w rudego chłopaka.
Zabiję go!
Kurosaki jednak bez dalszej dyskusji wyjął portfel i zapłacił. Wyszedł ze sklepu. Nigdzie nie widział "swojego przyjaciela". Dostrzegł do po chwili, gdy ten właśnie skręcał za róg pobliskiego budynku.
Dogonił go dopiero w pobliskim parku. Stał na moście opierając się o metalową balustradę i leniwie chrupał czekoladowy patyczek. Chłopak gotował się w sobie i przez całą drogę wymyślał alternatywy swojego przemówienia, które miał zamiar zaserwować albinosowi. O równym traktowaniu i nietykalności osobistej. Zarówno fizycznej, jak i, a może w szczególności majątkowej. Rozważał też możliwość podejścia do niego i najzwyczajniej wrzucenia go do rzeki. Niestety zostawała możliwość, że jakoś uda mu się przeżyć, a nie wiedział do czego tamten jest zdolny, mokry i zły. Jednak gdy go zobaczył i to jak obojętnie wpatrywał się w przestrzeń przed sobą, ogarnęła go rezygnacja. Przecież i tak nic nie wskóra. Dlatego też podszedł i tylko oparł się tyłem o tę samą balustradę.
-Mam nadzieję, że ci przynajmniej smakuje...
-Szczerze?- Ichigo szerzej otwiera oczy widząc minę chłopaka- pyszne!
Zupełnie naturalny, niewinny uśmiech Shirosakiego wprawił rudzielca w oniemienie. Wpatrywał się w ten niezwykły obraz z niedowierzaniem. Jakby ujrzał go po raz pierwszy, zupełnie inną osobę.
Takiego, z tym rozbrajającym uśmiechem mógłby nawet polubić. Na tę myśl Ichigo się rumieni i zaraz karci za głupie pomysły.
Niestety, magiczna chwila prysnęła jak bańka mydlana i to w baśniowej opowiastce, bo znów pojawił się mroczny Shiro z przygnębieniem obserwujący nurt rzeki.
-Więc jak? Wydarzyło się w tym tygodniu coś podejrzanego?- zapytał albinos po chwili milczenia, chowając swój smak dzieciństwa do kieszeni.
-Poza twoimi odwiedzinami? Przecież dobrze wiesz- wzdycha i spogląda na towarzysza- po co ta cała szopka? Kto miałby się mną zainteresować...
-Na pewno? Nikt podejrzany się nie kręcił? W szkole albo przy wasze klinice. Nikt?
-Nie. Dasz w końcu spokój? Nie potrzebuję ochrony!- niecierpliwi się Ichigo
-Gówno mnie obchodzi twoje bezpieczeństwo-burczy- Byłeś w naszej kryjówce, możesz sypnąć.
Jak mogłem chociaż przez chwilę pomyśleć o polubieniu tego typa?, zastanawia się Ichigo patrząc na niego spode łba.
-To po co mnie tam zaciągnąłeś?!
-Jak to? -na twarzy albinosa maluje się zdziwienie- Chciałem cię przelecieć
Ichigo nabrał powietrza. Gorączkowo szukał w głowie riposty na niewybredny żart chłopaka. Jednak przeciągająca cisza i piekące policzki zmusiły rudzielca do najprostszego rozwiązania:
-Jesteś powalony!- odwraca się z zamiarem odejścia, gdy Shiro zarzuca mu ramię na szyję i przyciska głowę chłopaka do piersi, zakleszczając w swoim uścisku.
-A ty taki uroczy kiedy się złościsz...
-Puszczaj!
Ichigo wyrywa się z objęć (a raczej albinos, wypuszcza go) i odsuwa na bezpieczną odległość.
-Iii...
-Co "i"?- burczy obrażony rudzielec
-Straciłeś szansę.
-Szansę?- podnosi wzrok.
-Myślałem, że chcesz uciec.
-Chcę! Jesteś zboczonym sadystą i powinni cię trzymać w zamknięciu!
-A mimo wszystko nadal tu stoisz...- Hichigo rozbawiony patrzy na zmieszanego chłopaka, który nie wie gdzie uciec wzrokiem przed jego ironicznym uśmieszkiem- jesteś w takim razie masochistą?
-Proszę?!
-No, szybko się uczysz. Może dlatego mi się od razu spodobałeś.
Ichigo prychnął oburzony. Odwraca się, by ukryć rumieńce, co nie umyka uwadze albinosa.
Słonce na horyzoncie zaczyna chować się za kurtyną wysokich drzew roztaczając lepką, pomarańczową łunę. Bez słowa ruszyli z powrotem rzucając przed siebie długie cienie, kołyszące się niebezpiecznie blisko siebie. Zatrzymali się dopiero przed szkolną bramą, gdy różowa tarcza prawie całkowicie ustąpiła mrokowi nocy.
-Mam propozycję nie do odrzucenia...
-Ojciec chrzestny? Serio? Nie stać cię na nic lepszego?- kpi Ichigo
-Wybacz, muszę dopiero odświeżyć szekspirowskie klasyki. Ale do rzeczy- odchrząka- jutro o dziewiątej widzę cię przy kiosku, na przeciwko tamtego parku.
-Jutro jest sobota.
-Chcesz jeszcze mnie w jakimś temacie oświecić?- Shiro ironicznie podnosi jedną brew.
-Tak. Chyba cię powaliło jeśli sądzisz, że zmarnuję sobotę dla twoich widzimisię!
-Chyba musimy popracować nad twoim ubogim słownictwem, nie sądzisz?
-Wal się!
-Tak z całą pewnością musimy... To co? Nie spóźnisz się?
-Po co mam przychodzić?
-Będziesz mi potrzebny.
-Ale do czego?
-Do...-Hichigo zacina się po czym odwraca spojrzenie- dowiesz się jutro.
Po raz pierwszy zobaczył jak albinos jest zmieszany. Pierwszy raz, gdy to nie Ichigo unika kontaktu wzrokowego. Aż chce się śmiać.
-Shiro?- chłopak zrobił krok w kierunku albinosa.
Nie zdążył jednak zareagować, kiedy Hichigo gwałtownie się odsunął. Z rozbieganym spojrzeniem szybko się odwrócił i ruszył przed siebie. Już miał zniknąć na skrzyżowaniu, gdy się zatrzymał. Zakołysał się na piętach w przód i w tył. Jakby nie wiedząc czy coś zrobić, czy może iść dalej. Odwrócił głowę i się uśmiechnął.
-Jeżeli się spóźnisz kara będzie sroga!- powiedział po czym zniknął w ciemnej uliczce.
Choć wypowiedzianym słowom towarzyszył żartobliwy ton, zdanie te rozbrzmiewało jeszcze przez długi czas w głowie Ichigo. Poczuł zimny dreszcz i nie wiadomo, już który raz obejrzał się za siebie, wracając do domu. Każdemu słowu rozbrzmiewającemu w głowie, towarzyszyło spojrzenie albinosa, tak okrutnie niewspółgrające. Żółte ślepia znów pałały żądzą mordu i ukrywaną nienawiścią. Miażdżąca moc spojrzenia albinosa, mówiąca kto tu jest panem sytuacji, znów zmiotła resztki pewności siebie chłopaka. I nieważnie kim jest ten człowiek, jeżeli w ogóle nim jest, Ichigo nie ma zamiaru nawet myśleć o możliwości spóźnienia się na jutrzejsze spotkanie.
___________________________________________________________________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz