piątek, 13 września 2013

盗まれた愛 II

Pukanie.
-Wejść
-Grimmjow-sama- rzutka ze świstem i głuchym stuknięciem wbiła się w cel. Niebieskowłosy odwrócił się w stronę gościa i spojrzał z zaciekawieniem.
-Kto ci to zrobił?- mężczyzna instynktownie dotknął wykwitających siniaków na szyi ale nie odpowiedział.
Grimmjow podszedł do konferencyjnego stołu znajdującego się pośrodku pokoju, który mógłby być przestronny gdyby wcześniej nie opanowały go śmieci. Wszędzie stały kartonowe pudła, jakby ktoś dopiero się wprowadzał. Jednak zamiast zapachu nowości, wszystko przeżerał duszący odór pleśni. Człowiek bał się czegokolwiek dotknąć z obawy, że może złapać jakieś paskudztwo. Pewnie nie bezpodstawnie.
Stół stał pośrodku pomieszczenia, ale tak jakby go nie było. Zakrywały go sterty papierów. Całe góry druków, sprawozdań, rozdartych kopert, świerszczyków i dokumentów, których nikt nie chciał uporządkować. Stosy opakowań po żarciu na wynos i drugie tyle nie dokończonego jedzenia. Kubki, w których już coś zaczynało rosnąć. Co raz dotknęło powierzchni dębowego blatu nie miało prawa się już uwolnić.
Oparł się o krawędź i założył ręce. W oczach igrała mu wyraźna kpina
-Nie wiesz kto?- znów brak odpowiedzi-nieważne. Daj towar
Olbrzym stał jak skamieniały. Nie mrugał. Pewnie nawet nie oddychał
-Ogłuchłeś? Dawaj towar!
-Grimmjow-sama...- Jaegerjaquez się wyprostował i spojrzał uważniej
-Gdzie to kurwa jest?
-N-nie m-mmam
To był ułamek sekundy. Niebieskowłosy podskoczył do olbrzyma ze zwinnością pantery. Przyparł go do ściany i złapał za gardło. Ścisnął i wyciągnął ku górze. Po twarzy tamtego przemknął grymas bólu. Siła wściekłego Grimmjowa była nie do opisania
-Co ty zrobiłeś pojebie?!- włożył większy nacisk w place i wbił się głębiej w szyję- Jak to nie masz?! Gadaj, kurwa!
-Może mieć małe problemy z mówieniem- zielonooki zrobił gest wskazujący na szyję i zamknął za sobą drzwi- ale to tylko moja teoria ...
Jedną ręką rozpiął marynarkę i usiadł w głębokim fotelu stanowiącym dopełnienie ubogiego wyposażenia pomieszczenia. Przystojna twarz była niewzruszona, ale oczy z zainteresowaniem chłonęły całą sytuację.
Jaegerjaguez łypnął gniewnie na Ulquiorrę.
-Wiedziałem żeby nie dawać tej roboty czarnuchowi- puścił mężczyznę z obrzydzeniem i wrócił na swoje miejsce przy stole.
Rozsądek, albo obecność nowo przybyłego, wzięły górę. Niebieskowołosy wypytał olbrzyma. Tamten rzężąc co chwilę i ignorując ból zrelacjonował całe wydarzenie. Wszystko byle się do niego ponownie nie zbliżył. Tak działała aura Grimmjowa. Gdy tylko pozwolił mężczyźnie opuścić pomieszczenie Jaegerjaguez wbił krwiożercze spojrzenie w towarzysza
-Musisz się wpierdalać jak nikt cię nie prosi?- warknął
-Zabiłbyś go
-Należałoby się gnojowi. Spierdolił robotę
-Która należała do ciebie...
-Pierdol się- porwał rzutkę i z gniewem posłał ją w tarczę.
-To urocze. Masz już nawet moje zdjęcie- Ulguirra podszedł i wyciągnął jedną rzutkę ze swojego sfotografowanego ucha- szkoda tylko, że brak ci celności. Jak zwykle.
Znaczące spojrzenie zamurowało Grimmjowa. Już nabrał powietrza gotowy do jakiejś ciętej riposty, która nie nadchodziła. Sapnął z oburzeniem, a powietrze uszło z niego, jak z przebitego balonu. Odwrócił wzrok zażenowany i wbił go w blat. Kolejna wygrana zielonookiego.
-Co teraz zrobisz?- lituje się Ulquirra
-Co?
-Masz jakiś pomysł?- niebieskowłosy posyła jedno ze swoich wściekłych spojrzeń
-Czekaj, już wyciągam mój plan awaryjny na wypadek, gdy mojego goryla pobije ruda panienka!
-Aizen-sama nie będzie zadowolony...
-Mam być pod wrażeniem twoich umiejętności dedukcji?- Grimmjow unosi brwi- Nie, serio. Powiedz, bo nie wiem...
Świat jest pełen szyderców, a zielonooki nie reaguje na kpinę. Stoi z założonymi rękoma i wpatruje się w towarzysza. Stalowe spojrzenie zdaje się go przeszywać albo w ogóle go nie dostrzega. Jakby był za mały, zbyt błahy żeby zauważyć jego istnienie. Nienawidził tego.
-Myślisz to co ja?- kontynuuje Jaegerjaguez spacerując po pokoju - mają świeżaka?
-To wbrew zasadom- marszczy czoło jakby rzeczywiście się nad tym zastanawiał
-Owszem, umowa była inna. Mieliśmy poczekać, aż wszystko się uspokoi. Gliny nadal węszą -zatrzymuję się znienacka- trzeba działać!
-To co chcesz w końcu zrobić?
-Zabić gnoja...
Ulquirra patrzy w oczy mężczyźnie i znów widzi ten błysk. Utrata człowieczeństwa. Grimmjow przestał właśnie myśleć racjonalnie, a kontrolę nad systemem przejął instynkt. Zielonooki już widział wybuchy tamtego i tylko zastanawiał się do czego tym razem dojdzie i jak bardzo będzie musiał kombinować on sam żeby wszystko naprawić. Choć jeszcze wszystko działa, Uluguirra ciężko wzdycha. Zapina marynarkę i wygładza jej klapy.
-Do zobaczenia w domu- wychodzi z pokoju nie zamykając drzwi. Niebieskowłosy jednak tego nie dostrzega. Jest już zupełnie gdzie indziej.
                                                                   ***
Zatrzymali się na rogu obok kiosku.
-Stąd już trafisz, nie?
Ichigo niepewnie kiwa głową i wpatruje się w park po przeciwnej stronie ulicy. Doskonale widzi miejsce gdzie się zatrzymał i pomógł albinosowi. Na przekór świadomości chłopaka, zacieniona aleja emanuje kojącym sielankowym spokojem. Jakby wszystko przeczyło, że zdarzenia z przed godziny miały tu w ogóle miejsce.
Może to tylko sen? Albo raczej paskudny koszmar? Jeszcze się nie przebudziłem i pocę się w majakach w moim własnym łóżku. Zaraz Yuzu mnie obudzi! Wstanę i po chwili zapomnę o jeszcze jednym głupim koszmarze...
Jakby czytając w myślach chłopaka, Hichigo odzywa się
-Wiesz, że to nie jest koniec, prawda?
Rudowłosy nawet nie zareagował. Dalej wpatrywał się w drzewa po przeciwnej stornie. Chociaż w środku wzdrygnął się na słowa albinosa, to instynkt mu podpowiadał, że może mieć rację.

____________________________________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz