-Cholera!- wrzasnął i upadł z powrotem na łóżko z twarzą w poduszce, która musiała wysłuchać dalszej litanii przekleństw. Poczuł przeszywający ból rozchodzący się po udzie w górę. Złapał się za uderzone przy wstawaniu kolano, a łzy zakręciły się w oczach, po czym po cichutku spłynęły po policzkach chłopaka, by zaraz zniknąć wchłonięte przez pościel. Dobrą chwilę próbował złapać oddech, a gdy w końcu elektryczne napięcie opuściło jego mięśnie, ostrożnie usiadł spuszczając nogi z łóżka. Spojrzał na obolały staw. Przywalił w szafkę, którą miał usunąć z okolic łóżka już dawno temu, z taką siłą, że spodziewał się ujrzeć teraz rozkrwawioną miazgę i rzepkę na podłodze. Tymczasem jego naskórek lekko się zaczerwienił, ale bez żadnego zadrapania.
Ichigo wytarł wierzchem dłoni mokre oczy. W głowie przeleciały mu obrazy. Słoneczne niebo. Uśmiech mamy. W zawrotnym tempie mijane drzewa i słupy telefoniczne, latarnie. Dzwoniący telefon. Jej zagniewany głos. Ten kierowca ciężarówki. Wrzask. Wstrząs i nagła ciemność, do której wpadł próbując uciec przed bólem. Potem krople zimnego deszczu zalewały mu oczy, ale i tak wszystko widział. Ogień. Płomienie żywiołu żarłocznie lizały ich samochód dziwacznie powykrzywiany, jakby kulący się, zamykający w małym pudełeczku. Martwe oczy mamy.
Uśmiechnął się smutno do siebie, że też głupie kolano przywołało takie wspomnienia.
-Nii-chan!- dobiegło wołanie z dołu. To Yuzu czeka zapewne ze śniadaniem. Dwunastoletnia blondynka krzątająca się w kuchni od samego świtu to niecodzienny widok, jednak coś najbardziej zwyczajnego w domu Ichigo. Dziewczynka naturalnie wczuła się w tę rolę, od czasu gdy... po prostu ktoś musiał przejąć te obowiązki.
Leniwie wszedł do kuchni i lekko kuśtykając zajął miejsce przy rodzinnym stole z widokiem na kamienną wysepkę i resztę kuchni z takimi samymi blatami. Zaraz przed nim wylądowało na okrągłych półmiskach jeszcze parujące Tamagoyaki i miso. Rozłączył pałeczki i szybko wpakował sobie w usta cały kawał jajecznego przysmaku. Poczuł jak fala przyjemności powoli zalewa jego kupki smakowe i z wyraźnym odprężeniem osunął się na krześle. Musiał przyznać, Yuzu gotowała naprawdę świetnie i doskonale o tym wiedziała. Mówiły to jej duże brązowe oczy, teraz śmiejące się do brata.
Okaasan, pomyślał, znów Cię widzę każdego dnia. Przyglądając się młodszej siostrze wirującej w kuchni nie mógł powstrzymać się od nasuwającego się skojarzenia. Widzi matkę, w każdym ruchu, spojrzeniu i uśmiechu młodszej siostry żyje wspomnienie. To samo musiał pomyśleć ojciec, bo wchodząc nie przypuścił kolejnego bezsensownego ataku na swojego jedynego syna, tylko stanął w drzwiach i oparł się o spękaną framugę. Też patrzył na dziewczynkę, a jego oczy zaszkliły się od wypełniającej je miłości.
Resztki ckliwej atmosfery rozwiała Karin wbiegając jak huragan do kuchni, porywając tosta z talerza i wybiegając, z domu. Wszyscy na chwilę zamarli zastanawiając się czy wydarzenie z przed chwili rzeczywiście miało miejsce.
-Pewnie śpieszyła się na trening- pierwsza ocknęła się Yuzu- Siadaj, tato.
Isshin zajął wskazane miejsce, a Ichigo westchnął nad kolejnym nadchodzącym dniem.
Opuszczając dom podziękował za posiłek i zatrzasnął za sobą drzwi. Do pierwszego dzwonka miał jeszcze czterdzieści minut, jednak coś, jakby nieznajoma siła kazała mu już teraz wyjść. Instynktownie postawił pierwsze kroki w kierunku przystanku autobusowego, jednak szybko się rozmyślił i skierował w przeciwną stronę. Skoro ma tyle czasu, równie dobrze może pójść dłuższą drogą, przez wiśniowe aleje.
Szedł powoli pogwizdując pod nosem, a promienie słońca wesoło igrały w koronach drzew nad jego głową. Tylko czasami, któremuś udało się dotrzeć do głowy chłopca, wybuchając gorącym żarem w jego rudej czuprynie. Wokół życie powoli budziło się do życia. Dostrzegł w oddali kobietę z wózkiem, na pobliskiej ławce parę chłopców w jednakowych, granatowych mundurkach rozpakowujących jakieś białe zawiniątka na kolanach, nad których głowami prowadziły żarliwe rozmowy ptaki. Na twarzy Kuroskiego błąkał się uśmiech, gdy nagle silny wiatr wydął jego koszulę, zmuszając do postoju. Drzewa zatańczyły szalenie trzepocząc liśćmi, a ptaki nagle umilkły i gdzieś się skryły. Rudzielec spojrzał zaciekawiony za zabłąkaną foliową reklamówką, która przeleciała mu pod stopami.
Dziwne, jakby coś chciało żebym się tu zatrzym...- wyrwał go z myśli nagły ruch przed nim. Z przecznicy, którą miał właśnie mijać wybiegł chłopak, może niewiele starczy od niego. Zaraz za nim wyłonił się olbrzymi mężczyzna przypominający goryla, sapiąc i fucząc jak lokomotywa z gniewem wypisanym na twarzy gonił tego pierwszego. Ichigo zrozumiał, że chłopak ma kłopoty. Nie myślał długo i ruszył przed siebie biegiem. Wyminął chłopaka i przeciął drogę ogromnemu facetowi. Potrafił się bić, chodzenie do jego szkoły wymagało tej umiejętności by przetrwać. W rozpędzie wysunął lewą wyprostowaną rękę na wysokość gardła przeciwnika i w chwili zetknięcia powalił go na ziemie. Ten z hukiem zderzył się z twardą powierzchnią betonowych płyt alei i szybko przekręcił się na brzuch, podkulając pod siebie kolana. Ichigo stanął jak wryty i przyglądał się jak mężczyzna na ziemi krztusi się i kaszle. Działał pod wpływem impulsu i teraz bał się, że przesadził. Co jeśli uderzył go za mocno? Jeżeli on teraz nie jest w stanie oddychać? Jego oczy coraz szerzej się otwierały z przerażenia. Z letargu wyrwało go szarpnięcie. Poczuł jak coś go ciągnie za łokieć, podnosi i wlecze w kierunku z którego przyszedł.
-No rusz się do cholery!- usłyszał warknięcie chłopaka, który trzymał go za rękę. Ruszyli biegiem wzdłuż alei zaraz znikając w jednym z wyjść otoczonym bluszczowym łukiem. Wypadli na ulicę, którą szybko minęli, wnikając w las ciasnych blokowisk. Pędzili coraz szybciej mijając sklepy z brudnymi witrynami nie mające nic do zaoferowania , restauracje roztaczające woń zakładów pogrzebowych i szemrane kluby, z których dochodziły piskliwe, paniczne dźwięki muzyki. Lawirowali to w prawo, to w lewo i nawet jeśli Ichigo na początku próbował zapamiętać drogę po chwili dał sobie spokój, zdając sobie sprawę, że zadanie jest niewykonalne. Biegli coraz szybciej. Nieznajomy ciągnął chłopca wzdłuż zniszczonej, od dawna zamkniętej hali, wbiegli po wąskich schodach tuż za rogiem, na drewnianą platformę, z której zaraz zeskoczyli. Rudzielcowi tłukło się tylko w głowię, jak on się wdrapię na te drewniane cholerstwo gdy będzie wracać?! To ma przecież z półtorej metra wysokości! Niemalże frunęli i gdy chłopak myślał, że już więcej nie da razy i nie złapię następnego spazmatycznego oddechu nieznajomy puścił jego dłoń i stanął. Ichigo widział tylko jego plecy, jednak gdy wychylił się zza nich dojrzał kamienne schody prowadzące w czeluść. Widział jak każdy tandetny horror, film klasy B, zaczynał się, gdy para głównych bohaterów włazi właśnie w takie miejsca. Obiecał sobie, że on za żadne skarby nie zejdzie na dół. Nie było mu jednak dane dotrzymać przyrzeczenia bo znów został pociągnięty i mimo protestów zawleczony wprost w paszczę smoka.
Zamknął oczy. Usłyszał trzask, skrzypnięcie zawiasów i zamykanie drzwi. Nastała cisza, ale bał się otworzyć oczy i zorientować się, gdzie się teraz znalazł. Trwał tak, aż usłyszał zniecierpliwione
-Długo będziesz udawać księżniczkę? Spójrz na mnie!- poczuł bolesny ucisk na ramionach i niepewnie uchylił jedną powiekę. Ujrzał z bliska twarz chłopaka, którego postanowił uratować w parku. Przestraszony wyrwał się i odskoczył pod ścianę. Ciężko oddychając, panicznie macał ścianę za sobą w poszukiwaniu drogi ucieczki. Nigdzie nie było klamki, gdzie te drzwi? Przecież przed chwilą nimi weszli więc nie mogły tak po prostu zniknąć! Nie spuszczał wzroku z chłopaka i bacznie obserwował każdy jego ruch. Teraz mógł się mu dokładniej przyjrzeć. Był wyższy od Ichigo i niewiele lepiej zbudowany. Zaskakująca okazała się jego śnieżnobiała skóra i tego samego koloru niesforna czupryna na głowie. Jednak nie to przestraszyło Kurosakiego. Ujrzał jego oczy- żółte ślepia przepełnione wewnętrzną nienawiścią, nawet jeżeli skrzętnie ukrywaną, to mimo wszystko widoczną, gdzieś tam głęboko... to go przestraszyło. Nie wiedział czy albinos jego tak nienawidzi, czy też kogoś innego, ale osoba mająca w sobie tyle gniewu musiała stanowić niebezpieczeństwo. Dlatego od dłuższej chwili szukał ucieczki lub czegoś czym mógłby się obronić przed tym krwiożerczym potworem. A gdy już myślał, że gorzej być nie może:
-Shiro, masz to?- albinos spojrzał w stronę skąd dobiegał głos i zaraz z ciemności wyłoniła się śmiesznie ubrana blondynka. Miała na sobie sprany, wełniany sweter o wiele za duży na jej drobne ciało, sięgający kolan. Dalej ciągnęły się jej blade podrapane nogi, a na stopach dziewczyny zobaczył drewnianą parę geta, ze śmiesznym zielonym hanao, klekoczącą z każdym krokiem dziewczyny- Co się tak głupio gapi...- zamarła z chwilą gdy ujrzała Kurosakiego stojącego pod ścianą- Co to, do cholery ma być?!- palec dziewczyny oskarżycielsko powędrował w jego kierunku.
Poczuł się jak mysz złapana w pułapkę z celownikiem skierowanym prosto na niego. Serce zamarło mu w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Poczuł się niesamowicie mały, a jednocześnie zdał sobie sprawę, że nigdzie nie może się ukryć przed morderczym spojrzeniem dziewczyny, przypominającym wściekłego wilczura. Niemalże słyszał w swojej głowie jak dziewczyna warczy, wyobraził sobie jak rzuca się na niego z pianą toczącą z pyska i zabija go jednym kłapnięciem swoich silnych szczęk. Wzdrygnął się na kolejne słowa
-Po co przyprowadziłeś tu tego szczyla?!- Jeszcze raz zlustrował dziewczynę. Jej okrągła twarz i wielkie niebieskie oczy oraz fakt, że prawdopodobnie sięgałaby mu ledwie do piersi, mówiły mu, że dziewczyna może być co najwyżej w wieku jego młodszej siostry. Uczucie gniewu zapulsowało mu w skroniach. Co taka mała dziewucha robi w takim ciemnym, brudnym miejscu? I czemu zachowuje się tak jakby tu idealnie pasowała?
Albinos, który już miał imię, uśmiechnął się z rozbawieniem i ruszył w kierunku blondynki.
-Hyiori, nie pieklij się tak...- dziewczyna rzuciła nerwowe spojrzenie w kierunku Kurosakiego
-Baka! Nie zdradzaj mojego imienia!
-Nim się martwisz?- kiwnął głową w kierunku przestraszonego chłopaka- niepotrzebnie. Widzisz jego przerażone oczy? Myślę, że teraz stara się głównie nie zapomnieć jak się oddycha...
Zbliżył się bardziej do dziewczyny. Hyiori musiała zadrzeć głowę do góry by spojrzeć w oczy swojemu towarzyszowi, a musiała poświęcić jeszcze więcej siły i energii by wytrzymać jego miażdżące spojrzenie.
-Gdzie to jest?- parsknęła zażenowana i odwróciła głowę
-O tu...- wyciągnął przed siebie dłoń z małą brązową sakiewką, z dumą wypisaną na twarzy.
-Takie małe? pokarz!
-Nie- nie- nie- brązowy woreczek świsnął do góry i zakołysał się wesoło na palcu albinosa z wyraźnym brzękiem zawartości. Mała diablica zastygła zaskoczona.
-Co Ty wyprawiasz?- jej spojrzenie pobiegło ku górze, za wyciągniętą ręką chłopaka- Daj mi!
Wrzask dziewczyny wywołał tylko szerszy uśmiech na twarzy albinosa
-Jeżeli tak bardzo tego chcesz, to sama sobie weź- i ponownie zagrzechotał zawartością. Ta szybko podjęła wyzwanie i zaczęła skakać wokół albinosa szaleńczo machając chudymi ramionami. Wybijała się to z prawej, to z lewej nogi i gdy prawie sięgała opuszkami palców sakiewki, Shiro podbijał ją w górę, sprawiając, że znów znajdowała się poza zasięgiem dłoni dziewczyny. Nic nie była w stanie zrobić, sapiąc i grożąc, używając podstępów i zaskoczenia, drogocenny woreczek ciągle był tylko plamką nad jej głową, nie do pochwycenia. Prawdopodobnie mogliby tak walczyć do wieczora, gdy do pomieszczenia wszedł wysoki blondyn. Zgarbiony przemknął jak cień obok walczących i usiadł na kanapie po przeciwnej stronie pomieszczenia, niknąc w mroku. W ciemności zabłysły tylko jego oczy iskrą rozbawienia.
-Może skończycie się wygłupiać?-poniosło się echo po pomieszczeniu, a każde słowo odbite od zimnych, kamiennych ścian, zdawało się mocniejsze i twardsze od poprzedniego- zdaje się, że mamy gościa.
Oboje w popłochu ruszyli ku postaci na kanapie. Albinos nagle się zatrzymał, zmieszany odwrócił się i wrócił do Ichigo. Złapał go za zgięcie w łokciu i pociągnął w kierunku, z którego już dobiegała cicha rozmowa
-... ale on nie może tak robić!- mężczyzna westchnął i posłał Hyiori do innego pomieszczenia. Wśród cichych sprzeciwów i przekleństw wymruczanych pod nosem, dziewczyna wyszła, a bezimienny mężczyzna skupił stalowe spojrzenie na towarzyszu Shiro.
-Shirosaki, byłbyś tak miły i przestawił mi swojego przyjaciela?- uśmiechnął się blondyn, ale w jego głosie nie było ani odrobiny sympatii. Albinos nerwowo zacisnął dłonie na brzegach wymiętej koszuli i wodził wzrokiem dookoła, jakby szukając jakieś podpowiedzi na obdrapanych, szarych murach. Przypominał teraz małego chłopca. Stał tam bezradnie, bez słów czekając na karę za zwinięcie paru cukierków przed obiadem. Żadne słowa nie zakłócały panującej ciszy i coraz większe napięcie rozchodziło się w powietrzu. Ichigo zdjęło współczucie dla albinosa i nieśmiało wysunął się do przodu. Shiro wciągnął powietrze ze świstem i szerzej otworzył oczy, gdy plecy chłopaka przesłoniły mu sylwetkę jego szefa.
-Nazywam się Ichigo- lekko ukłonił się- J-ja chciałem pomóc.
Kolejną chwilę ciszy przerwał śmiech. Okrzyk wesołości zabrzmiał jak brzęk tłuczonego szkła, jego drobiny wbiły się w resztki pewności siebie Ichigo, który teraz skulił się sam w sobie i chciał wrócić na swoje miejsce. Zatrzymał go jednak władczy głos blondyna
-Czekaj- znów żarłoczny błysk stali jego oczu- wypada żebym też się przestawił. Nazywają mnie Shinji Hirako. Więc mówisz, że chciałeś... pomóc?
Chudy mężczyzna z zaciekawieniem pochylił się do przodu i czekał na odpowiedź.
-T-tak- Ichigo spojrzał na swoje dłonie, bał się podnieść wzrok na rozmówcę- po prostu myślałem...
Hirako znów zaatakował ściany swoim mroźnym, ale i hipnotyzującym śmiechem. Hichigo nie mógł tego wytrzymać. Wyrzucił na stół wspomniany brudny tobołek i po raz kolejny pociągnął za sobą rudzielca. Szybko przemknął korytarzem, który był ukryty w mroku po drugiej stronie pokoju. Wszędzie panowały egipskie ciemności, a mimo to albinos niezachwianie parł do przodu. Ichigo usłyszał pod stopami metaliczny stukot i poczuł jak zaczynają się wspinać ku górze. Po chwili zatrzymali się. Echem rozeszło się przeciągłe skrzypnięcie zawiasów i Ichigo został wciągnięty do jeszcze ciemniejszego i zimniejszego pomieszczenia, ale na szczęście wolnego od głosów z zewnątrz. Chłopaka już nikt nie trzymał, ale słyszał ciężki oddech albinosa gdzieś w pobliżu. Po chwili zapaliło się światło i Ichigo wkroczył do świata Shiro.
Rudzielec zamrugał parę razy z zaskoczenia. W pierwszej chwili nie dojrzał gospodarza, który stał przy biurku i przyglądał się chłopakowi.
Książki. Wszędzie książki i to nie na pułkach, których dostrzegł niewiele, ale poustawiane w stosach. Wszędzie. Na blacie, przy szafie, na parapecie i obok łóżka. Stare, zniszczone, czytane wiele razy. Gdy już się trochę uspokoił Ichigo poczuł charakterystyczny zapach, taki który unosi się w bibliotekach. Trochę duszący, ale przyjemny i uspokajający. Zrobił parę chwiejnych kroków i stanął pośrodku pokoju zachwycony.
-Siadaj-zaskoczony Ichigo spojrzał na albinosa i bezwiednie usiadł na krawędzi łóżka. Albinos zrobił krok w jego kierunku, ale jego mina nie wróżyła nic dobrego- i ściągaj spodnie...
-C-co?!- oczy rudzielca gwałtownie się otworzyły z przestrachu. Albinos ruszył w jego kierunku, na co chłopak gwałtownie przesunął się w tył. Gdy poczuł ścianę za plecami, Shiro już się nad nim pochylał.
-Głuchy jesteś?- brew Hichigo powędrowała w górę- powiedziałem, ściągaj spodnie!
-Nie!- chłopak zaczerwienił się i odepchnął albinosa. Chciał uciec, ale Shiro miał najwidoczniej inne plany. Gdy Kurosaki wstawał, albinos złapał go za ramię i powalił z powrotem na łóżko, usiadł na nim okrakiem i unieruchomił ręce chłopakowi tuż nad jego głową. Przybliżył swoją twarz do jego
-Nie każ mi być nieuprzejmym-Ichigo ujrzał szyderczy uśmieszek, który zmroził mu krew w żyłach- i zrób to, o co cię proszę.
Zaczął się szamotać i wiercić. Próbował wyrwać ręce, co tylko wzmocniło żelazny uścisk albinosa. Kręcił się, sapał, ale Shiro i tak miał więcej siły, i ani myślał poluźnić uchwyt.
-Puszczaj mnie do cholery!- ciężko dyszał Ichigo- zostaw mnie!
Kolejny szalony uśmieszek albinosa i Ichigo poczuł dotyk metalu na przegubach i cichy zgrzyt. Przerażony spojrzał w górę i zobaczył kajdanki. Ten debil przykuł go kajdankami do łóżka! Boże, ja tu zginę, pomyślał, ten psychol mnie załatwi!
-Skoro nie chciałeś po dobroci, załatwimy to w inny sposób...- poklepał Ichigo po twarzy i zsunął się niżej. Zatrzymał się na wysokości bioder. Odpiął miedziany guzik spodni chłopaka i powoli rozpiął jego rozporek. Ichigo zaczął szaleńczo wierzgać nogami
-Nie! Powiedziałem nie!-wyrzucał całe powietrze z płuc, co tylko wywołało kolejny grymas zadowolenia na twarzy Hichigo- odwal się, do cholery!!!
Wierzganie chłopaka uniemożliwiło Shiro kontemplację całej sytuacji, więc szybko zdarł jego spodnie i sięgnął do szafki. Usiadł mu na piszczelach i próbując się utrzymać przygniótł go swoim ciężarem do łóżka. Ichigo przerażony odwrócił twarz i błagał Boga, los, cokolwiek o ratunek. Czekał na najgorsze i już się nie opierał. Łzy zakręciły mu się w oczach i przygryzł wargę. Zapadła cisza i po chwili poczuł coś mokrego i zimnego na kolanie. Zaskoczony spojrzał. Shiro siedział pochylony nad chłopakiem i delikatnie wsmarowywał jakąś przezroczystą substancję w skórę na kolanie chłopaka.
-Jeszcze trochę, a tak by spuchło, że musiałbyś ciąć dżinsy żeby się z nich uwolnić- zaskoczona mina rudzielca była rozbawiająca
-Ale ... - albinos sięgnął jeszcze raz do szafki obok łóżka i wyciągnął rolkę bandażu. Rozwinął ją i zaczął opatrywać zranione kolano. Szybko i sprawnie zawiązał węzeł na uwieńczenie swojego dzieła i usiadł obok
-Co masz taką minę? myślałeś, że cię zgwałcę, czy co?
-Noo... tak- oczy albinosa iskrzyły teraz rozbawieniem i nie wydawały się już takie straszne jak na początku
-hmm... żałujesz, że tego nie zrobiłem?- znów jedna brew Shiro powędrowała wysoko ku górze. Pochylił się się nad chłopakiem i obdarzył go kolejnym wymownym półuśmiechem.
-Prze- stań!- zająknął się Kurosaki zaciskając powieki.
Shiro parsknął śmiechem na rumieńce chłopaka i sięgnął do nadgarstków rudzielca by je rozpiąć. Naburmuszony chłopak usiadł na łóżku pocierając przeguby. Nic nie mówił tylko obserwował z ukosa Hichigo, gotowy do ewentualnej ucieczki, gdyby tamten znów wpadł na jakiś głupi pomysł.
-Hej-szturchnął go albinos- widzę, że jesteś rozczarowany. Mogę to naprawić ...- przybliżył swoją twarz do ucha chłopaka i delikatnie dmuchnął. Ichigo zareagował błysakicznie. Przeszedł go dreszcz i zerwał się na równe nogi
-Jesteś powalony! Nie zbliżaj się do mnie!- krzyczał kierując się do drzwi
-Ekhmm... nie zapomniałeś czegoś?- rudzielec zatrzymał się w drzwiach. Rozbawiony albinos dalej siedział, a w ręce trzymał spodnie. Ichigo spojrzał w dół, na swoje nogi i zaczerwienił się jeszcze bardziej.
-Dawaj to!-warknął wyrywając spodnie i wciągając je szybko na siebie.
-Jak już widzisz, jestem zupełnie nieszkodliwy. Może usiądziesz?
Ichigo niepewnie rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu krzesła. Jedyne miejsce siedzące znajdowało się tuż obok albinosa na łóżku. Wolał nie ryzykować, przysiadł na blacie biurka i założył ręce.
-Czemu ten typ cię gonił?
-Nie wiesz?
-Dlatego cię pytam- Hichigo spojrzał z rozbawieniem i wygodniej rozparł się na łóżku. Nie miał zamiaru odpowiadać. Nastała cisza, która zmusiła Ichigo do uzmysłowienia sobie czegoś, co i tak już wiedział
-Jesteś złodziejem?- znów cisza- jesteś pieprzonym złodziejem! Nie wierzę!
Ruszył znów do wyjścia, ale albinos był szybszy
-Zejdź mi z drogi!
-Nie
-Nie chcę tu być! Wypuść mnie!
-Nie- Ichigo chciał popchnąć Shiro, ale spojrzenie albinosa zatrzymało jego rękę w połowie drogi. Ramie opadło. Tak jak determinacja chłopaka. Spróbował jeszcze raz, ciszej
-To było przestępstwo... nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Wypuść mnie- oczy albinosa zwężyły się, a usta wykrzywiły w sadystycznym uśmiechu.
-Pomogłeś mi- miażdżył wzrokiem chłopaka, który powoli z przestrachem zaczął się cofać. Trafił na biurko i znów znalazł się w pułapce- a to czyni cię współwinnym...
-J-ja... -Hichigo zmarszczył brwi w udanej parodii zmartwienia
-Cii...-przyłożył palec do ust chłopaka- spokojnie, wiem. Chciałeś tylko pomóc...
Wyraz przerażania w oczach chłopaka zdał się komiczny Shirosakiemu i wybuchł gromkim śmiechem. Ichigo w przejawie desperacji wyrwał się i dobiegł do drzwi. W tym samym momencie silne szarpnięcie zachwiało jego równowagą, a jego ręka boleśnie wykrzywiła się do tyłu. Nie miał czasu na żadną reakcję. Kolejne bolesne szarpnięcie za włosy wygięło jego głowę do tylu odsłaniając szyję. Zdławiony nagłym atakiem widział jedynie sufit
-Chciałeś wyjść tak bez pożegnania?-zimny oddech albinosa na szyi Ichigo, sprawiał, że ten wzdrygnął się.
-Odwal się!- Shiro pociągnął trochę mocniej włosy Ichigo. Cichy jęk bólu wskazał zwycięzce w tym starciu
-Tak jak myślałem- mruknął Shiro- chodź, odprowadzę cię- puścił chłopaka i pchnął go przed siebie w ciemność.
_________________________________________________________________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz