Znalazłam coś w folderze, który powinien być zapisany jako " stare, zapomniane i reszta tego badziewia". Sentymentalne opowiadanie, bo jedno z pierwszych.
__________________________________________________________________
-Czego chcesz!- krzyknął w przestrzeń zirytowany. Zero odpowiedzi. Rozejrzał się wokół. Przesunął powoli wzrokiem po rzędach szarawych budynków, pustych i wymarłych ulic. Spojrzał w niebo. Płynęły po nim spokojnie bezkształtne chmurzyska. Wszystko w porządku, jak zwykle.
-Więc po co mnie wzywałeś?- mruknął Ichigo pod nosem i ruszył niespiesznie przed siebie.
Nie wiedział gdzie iść. W którą stronę się udać. Skoro Hollow nie wyszedł mu naprzeciw, to może znajdować się teraz w każdym miejscu i jeżeli nie chce być znaleziony to jest, to pewne, że nikt go nie odnajdzie. To było naprawdę denerwujące. Mimo iż to świat Ichigo, to Shirosaki znał go lepiej i poruszał się po nim zdecydowanie swobodniej niż prawowity władca.
-Królu…- chłopak usłyszał szept i natychmiast się zatrzymał. Okręcił wokół, najpierw w jedną, a potem w drugą stronę, by dostrzec skąd dobiegało. Nigdzie nie widział swojego Pustego.
-Wyłaź do cholery!- wrzasnął, ale odpowiedział mu tylko mrożący krew w żyłach chichot. Ichigo przeszedł dreszcz i poczuł jakiś przejmujący chłód od środka- Co on znowu kombinuje?- pomyślał i z przeczuciem, że zaraz może się coś wydarzyć. Sięgnął do rękojeści swojego miecza. Zacisnął na nim niepewnie palce i w tym samym momencie usłyszał jakiś szmer za plecami. Obracając się, uwolnił całkowicie swoją katanę, na czas by w ostatnim momencie sparować atak Hollowa. Zatrzymali się w metalicznym uścisku swoich broni. Zaskoczony Ichigo zdążył tylko zobaczyć żółte ślepia swojego alter ego, przepełnione szaleństwem, gniewem i nienawiścią. Nienawiścią do swojego króla- Ichigo, po czym ten znów błyskawicznie zniknął. Miecz chłopaka nie mając już oporu przed sobą przeciął powietrze pociągając za sobą właściciela. Kurosaki stracił równowagę, w ostatniej chwili lądując na kolanie tym samym broniąc się przed całkowitym upadkiem.
-Teme…- warknął ze spuszczoną głową, połykając gwałtownie hausty powietrza, by wyrównać oddech. Podniósł się na równe nogi, stanął w szerszym rozkroku dla stabilniejszej postawy i złapał oburącz swoje zanpaktou. Gniewnie rozejrzał się, w oczekiwaniu na kolejny szaleńczy atak Pustego. Był gotowy. Tym razem nie da się zaskoczyć. Będzie szybszy. Trwał tak chwilę, w kompletnym bezruchu i napięciu, gdy znów usłyszał ten charakterystyczny dźwięk. Ichigo kątem oka dostrzegł cień po swojej prawej stronie.
Hichigo wyskoczył na chłopaka z uniesionym mieczem, z zamiarem przekrojenia go na pół. Gdy już sięgał jego pomarańczowej czupryny ostrzem, mając w głowie tylko szaleńczą satysfakcję skupioną w myśli „ I tu Cię mam, królu…”, ten zniknął mu z oczu używając Shunpo. Kiedy biały miecz albinosa trafił na pustkę, ten rozdarł ciszę swoim histerycznym śmiechem.
-Tylko tchórz ucieka z pola walki!- usłyszał Ichigo- I ty śmiesz nazywać siebie królem?!
Pomarańczowowłosy przeżuł przekleństwo w swoich ustach. Mimo iż wiedział, że to tylko nędzna prowokacja ze strony Pustego, ciężko było mu znieść obelgę. Wolał być jednak marnym królem, ale ŻYĆ! Ruszył w jedynym możliwym kierunku, do wyjścia.
Bał się Hollowa, to nie ulega wątpliwości. Choć jest jego „królem” czuł przed nim strach. Tak nie powinno być, ale Ichigo nic na to nie mógł poradzić. Szaleństwo albinosa było nie do okiełznania, a jego nienawiść była tak materialna, że chłopak w żaden sposób nie mógł jej zaradzić.
Przed oczami przelatywały mu najgorsze scenariusze, tego co może się wydarzyć, jeżeli w porę nie zdąży przekroczyć granicy.
- W najlepszym wypadku poćwiartuje mnie na drobne kawałki- mruknął do siebie zrezygnowany chłopak. Wizja tak marnego końca paraliżowała go, ale brnął nadal na przód, częściowo wbrew swojej woli. W napięciu stawiał każdy krok, starając się robić jak najmniej hałasu. Choć i to nie miało sensu, bo Pusty już od chwili, wisząc na ścianie jednego z budynków obserwował swoją ofiarę, pokonującą powoli kolejny odcinek drogi. Drogi która zaprowadzi go prosto w objęcia śmierci.
Kurosaki czując podświadomie obecność wroga przyspieszył kroku, a gdy usłyszał za sobą śmiech wyrwał się do szaleńczego biegu. Wbiegł na jedną z węższych ulic. Starał się lawirować między budynkami tak by jakoś zgubić, zmylić chociaż na chwilę Pustego. Skręcił najpierw w prawo a potem w lewo, przemierzając coraz to węższe uliczki. Gdy Shinigami biegł przez miejski labirynt, zrozumiał że już od dłuższej chwili nie czuł, ani nie słyszał obecności Hichigo. Rozluźnił się i poczuł w głębi duszy nadzieję- nie tym razem, draniu- pomyślał i skręcił ostatni raz w prawo. Przed oczami wyrosła mu ściana. Chłopak otworzył oczy ze zdziwienia. Wyciągnął rękę przed siebie i niepewnie, drżącymi pacami dotknął ściany, jakby nie mógł do końca uwierzyć, że ta przed nim tak po prostu stoi. Gdy przekonał się o autentyczności przeszkody, oparł się o nią dłonią i spuścił głowę
-Tem…- szepnął do siebie, ale nie zdążył skończyć. Dobiegł go za pleców odgłos zbliżających się kroków. Ichigo powoli odwrócił się z irracjonalną nadzieją, że to może wcale nie idzie Hollow, ale gdy się obrócił zza rogu wyszedł ON. Shirosaki zatrzymał się i uśmiechnął. Napawał się chwilą tryumfu. Shinigami patrzył bezmyślnie na swojego oprawce niezdolny do wymyślenia żadnej drogi ucieczki. Stał przed nim wysoki, smukły mężczyzna. Miał śnieżnobiałą skórę i tego samego koloru zmierzwione włosy. Jego ciało było silne i umięśnione, a każda jego część była zawsze gotowa do ataku. Na jego twarzy szerzył się złowieszczy, ale szeroki uśmiech. Ale to co najbardziej przykuwało uwagę, to jego oczy. Czarne, głęboko osadzone z mieniącymi się na złoto, żółtymi tęczówkami. Jego spojrzenie mogłoby zamrozić wszystko w zasięgu wzroku, a jednocześnie czająca się tam nienawiść i gniew mogły topić lód. Ichigo patrząc na niego zdał sobie sprawę, że właśnie te oczy będą ostatnią rzeczą jaką zobaczy przed śmiercią. Stały się one nagle dla niego całym światem, czuł że przeszywają go na wylot i widzą wnętrze jego duszy. Nie mógł przed nimi uciec, schować się. Shinigami zrobił krok do tyłu i natrafił na ścianę. Przytulił się do niej plecami, a jej chłodna powierzchnia wydała mu się przyjemnie ciepła w porównaniu z zimnem jakie odczuwał wewnątrz siebie. Strach sprawił, że jedyne co był w stanie robić, to bezmyślnie mrugać i oddychać, choć i to teraz przychodziło mu z trudem. Shirosaki zrobił krok w jego kierunku, na co chłopak jeszcze bardziej próbował się wtopić w ścianę. Jego serce zaczęło bić w szaleńczym rytmie, a jedyne o czym teraz myślał to, jak to się stało, że znalazł się w tak beznadziejnej sytuacji. Wydawało się, że nie ma chyba nic bardziej żałosnego jak zginąć w jakimś obskurnym, zatęchłym zaułku, będąc niezdolnym do walki, z ręki alter ego i to jeszcze we własnym, wewnętrznym świecie. Tutaj wszystko powinno być pod jego kontrolą. Tu powinien czuć się bezpiecznie. Powinien być królem!
Ichigo skurczył się w sobie gdy albinos pokonał odległość, jaka ich dzieliła i stanął tuż przed młodzieńcem, tak że ten czuł na twarzy jego chłodny oddech. Ichigo przeszły ciarki i dziwiąc się swojej beznadziejnej bezbronności zaczął w myślach błagać Hollowa o szybki koniec. Jednak sadystyczny uśmiech Shirosakiego nie zapowiadał lekkiego i bezbolesnego zakończenia jego życia.
-Ichi, możemy w końcu zaczynać?- spytał albinos opierając miecz na ramieniu
-A-ale co… zaczynać?- wyjąkał bezmyślnie pomarańczowowłosy co wywołało łagodny uśmiech politowania na twarzy Hichigo
-Jak to co?- podniósł swoją katanę nad głowę przymierzając się do zamachu- twój koniec!
_____________________________________________________________________
poniedziałek, 11 listopada 2013
piątek, 1 listopada 2013
盗まれた愛 III
Ichigo!- podbiegł zdyszany chłopak do przyjaciół wychodzących ze szkoły- mogliście na mnie poczekać!
-Keiko, nie marudź i chodź- odpowiada Tatsuki i wraca do rozmowy z rudą dziewczyną idąc na czele grupy.
- Jak dobrze, że już piątek...- wzdycha zadowolony zrównując się z resztą.
Kierują się w stronę wyjścia, gdy Keiko nagle się zatrzymuje .
-Ludzie, stójcie!- krzyczy podekscytowany.
Ichigo i Chad śmiejąc się z nowego wydania ich ulubionej mangi, wymijają go i nikt nie zwraca na niego uwagi. Pomysły chłopaka zazwyczaj nie są warte zainteresowania, a co dopiero realizacji. Jednak niezrażony goni za grupą i kontynuuje.
-Hej! No mam pomysł!- podbiega do rudej dziewczyny, która przystaje, a za nią cała reszta- Karaoke!
-Hee?
-Chodźmy na karaoke. Co ty na to, Inoue ?- patrzy z nadzieją, że ona przekona resztę grupy.
Dziewczyna niepewnie rozgląda się po twarzach przyjaciół i zatrzymuje się na Kurosakiego.
-Ichigo?
-Hmm...- rudowłosy udaje, że się zastanawia i posyła uśmiech dziewczynie- czemu nie?
Ulga i euforia malujące się na twarzy dziewczyny wydały się zabawne Tatsuki, ale skwitowała to tylko pobłażliwym uśmiechem. Jeżeli Orihime jest szczęśliwa, to ona też. Jeśli towarzystwo Kurosakiego sprawia, że się rumieni, to cóż? Nic na to nie poradzi. Jeszcze raz zerka na rozanieloną twarz dziewczyny, by upewnić się w swoim przekonaniu i włącza się do rozmowy przyjaciół.
Mijają bramę, gdy słyszą tuż obok
-Yo! Truskawa...
Ktoś szarpnął Ichigo za nadgarstek i pociągnął mocno do tyłu, wykręcając niemal boleśnie. Chłopak już odwraca się wkurzony, gotowy przyłożyć żartownisiowi, gdy jego spojrzenie krzyżuje się z żółtymi ślepiami. Traci całą parę i staje jak wryty.
-Sh- Shiro?
-Czekałem
Co? Czemu on tu stoi?! Po co tu przylazł? Dlaczego? Czy może... Nie! To niemożliwe. Zapomniałem! Piątek. Przecież jest pieprzony piątek i znów ta głupawa kontrola. Na śmierć o tym zapomniałem! Nie!
Rudowłosy tępo wpatruje się w chłopaka i po raz tysięczny zastanawia się, co go podkusiło żeby zatrzymywać się tamtego dnia? Czemu widząc tamto wydarzenie po prostu się nie odsunął i nie przepuścił uciekającego chłopaka? Co wywołało ten cholerny impuls w jego mięśniach zmuszając do szybkiego zrywu? By uratować tego potwora, który stoi przed nim? Co na miłość boską?!
Odbijały się słowa w jego głowie w akompaniamencie szyderczego śmiechu albinosa.
Dlaczego ja?
-Możemy iść- bardziej stwierdził niż spytał Hichigo i ruszył w przeciwny kierunku
-Nie
-Słu-cham?-odwracając się, spytał powoli przeciągając sylaby
-Nie idę z TOBĄ
-Chyba się nie zrozumieliśmy...
Wszyscy stali jak wryci nie wiedząc co się dzieje. Uważnie obserwowali dwójkę, mierzącą się zabójczymi spojrzeniami. Atmosfera ciążyła niczym gradowa chmura i choć nie padło ani jedno słowo, miało się wrażenie, że jest się w samym centrum zaciekłej wojny. Trwająca cisza zaczęła się ciągnąć i budzić coraz większe zniecierpliwienie. Wtem siła Ichigo zaczynała wyraźnie topnieć. Wyglądało jakby jego postać zaczęła się kruszyć i zanikać, zdominowana przez potężną aurę przeciwnika. Wydawać się mogło, że sama obecność obcego wysysała determinację chłopaka.
-Możesz przestać?! Chcę pójść na karaoke!- chciał odwrócić wzrok, ale nie był w stanie.
Albinos nie odpowiedział. Skupił swoje chłodne spojrzenie na chłopaku. Chociaż żółte ślepia taksowały wyłącznie Kurosakiego, wszyscy wokół poczuli się nieswojo. Dojmujący chłód przeszedł, ogarniając całą grupę. Pogrążając w całkowitej niemocy.
To dopiero przebudziło Ichigo. Spojrzał za siebie, na milczących przyjaciół, którzy stali jak skamieniali. Ich puste spojrzenia, jakby zastygłe szklane kule. Zacisnął wściekły pięści, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni. Do bólu. Sprawka Shiro i jego paskudnego usposobienia. Prychnął gniewnie i nie żegnając się wyminął albinosa.
Hichigo uśmiechając się pod nosem po kolejnej wygranej bitwie, ruszył leniwie za rudowłosym.
Pierwszy ocknął się Ishida, karcąc się w myślach za brak czujności. Jak mógł dać się zdominować tak nieokrzesanemu, jak widać na pierwszy rzut oka, dziwakowi?
-Co to było?-Mizuiro z niedowierzaniem mrugał oczami
-Znajomy Kurosakiego?
Wszyscy wpatrywali się w odchodzącą parę.
-Przyszedł po niego...- wyjąkała Inoue, bardziej do siebie niż do kogoś innego- tak jak w zeszłym tygodniu.
Oddalili się spory kawałek od szkoły, ale nadal szli główną drogą. Zbliżali się do centrum i mijali coraz więcej sklepów i kawiarni. Wtopili się w rzekę ludzi, śpieszących się to w jedną, to w drugą stronę i nikt tak na prawdę, nie zwracał uwagi na osobliwy duet. Hichigo parę kroków za chłopakiem, wpatrywał się w jego spięte plecy, które co jaki czas przesłaniał inny przechodzeń. Promieniował z niego gniew, co tylko rozweseliło albinosa.
Może ten dzień nie jest jeszcze do końca stracony?, pomyślał rozbawiony i zbliżył się do chłopaka.
-Długo będziesz się jeszcze dąsać ?
Ichigo posłał mu krótkie wściekłe spojrzenie, które na nieszczęście nie potrafiło tego, co te bazyliszkowe. Przyspieszył kroku znikając za ścianą obcych ciał, znów zostawiając w tyle niechcianego towarzysza. Shiro jednak szybko wyłapał go w tłumie i uśmiechnął się szyderczo.
-A powiedz mi, ta ruda... to długo już tak?- na wzmiankę o Inoue chłopak poczuł dreszcz niepokoju.
-Wpatruje się w ciebie jak ciele w malowane wrota- kontynuuje albinos- Ale ty chyba nie...?
Ichigo ściąga brwi w wyrazie niemego pytania.
-No chyba Ci się nie podoba, prawda? Poczułbym się urażony.
-Urażony?
-Twoim prymitywnym gustem...-Shiro odwraca spojrzenie i udaje, że się nad czymś poważnie zastanawia- Denerwuje mnie ta dziewucha, wiesz? Na szczęście, kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza...- głupawe spojrzenie Ichigo mówi wszystko- z resztą, nieważne...
-Co?
-"Proszę", a nie "co". To Osterfield, nieuku. Powiedziałem, że łatwo można by się jej pozbyć.
-Nie waż się jej tknąć!
-Jej?! Fuj. Nawet dwumetrowym kijem!- posyła rozpromieniony uśmiech rudzielcowi, co jeszcze bardziej go rozjusza.
-Długo będziesz mnie dręczyć?! Może znalazłbyś sobie kogoś bardziej odpowiedniego zamiast za mną łazić!- reaguje parę przechodniów zaskoczonych nagłym wybuchem.
-To niemożliwe!- Hichigo wymija chłopaka, który zignorowany zostaje z rozdziawionymi ustami, i szybkim krokiem podchodzi do jednej z witryn sklepowych. Po chwili znika we wnętrzu sklepu ze słodyczami.
-Czy on w ogóle mnie słyszy?- mamrocze pod nosem Ichigo i rusza śladem towarzysza.
Na pierwszy rzut oka, nigdzie go nie widać. Wnętrze przytłacza swoim tandetnym, lukrowy wystrojem. Wszędzie stoją, wiszą i leżą ogromne plastikowe łakocie. Mają okrągłe, błyszczące oczy i nienaturalnie szeroko uśmiechają się do klienta. Aż strach sięgnąć po coś z półek. A jednak, Shiro wbiegł tu niesamowicie czymś podniecony.
Rudzielec ruszył wzdłuż pierwszego działu poświęconego wielu rodzajom żelków. Kto by w ogóle pomyślał, że jest ich aż tyle? Starannie starał się omijać poliwęglanowe reprodukcje półkowych rarytasów z obawy, że te mogą ożyć i go złapać, a potem ... pożreć?
Mijał kolejno czekoladowe batoniki, ciasteczka z wróżbą, lizaki, małe torciki, czekoladowe figurki (gdyby ktoś przypadkiem chciał zjeść swojego ulubionego bohatera) i wiele innych z pewnością słodkich rzeczy. Jednak nigdzie nie napotkał albinosa. Jeżeli ma zamiar się ukrywać, to Ichigo nie ma ochoty brać udziału w jego chorych zabawach. Przeszedł obok kasy w kierunku wyjścia.
-Przepraszam! Rachunek!
Ichigo zatrzymał się zdezorientowany. Spojrzał na kasjerkę, która idealnie wpasowywała się w atmosferę sklepu. Malutka, z wielkimi oczami i niewinnym wyrazem okrągłej buzi. Gdyby ją ugryźć to pewnie byłaby z marcepanu. Czyli niezjadliwa...
-Proszę?
-Nie zapłacił pan
-Jak pani widzi, nic nie kupiłem- Ichigo rozłożył ręce by pokazać, że rzeczywiście nic przy sobie nie ma
-Pański przyjaciel powiedział, że...
Że mój co?!
-A on już wyszedł?
-Tak. Powiedział, że pan za wszystko zapłaci...- kasjerka zaniepokojona wpatrywała się w rudego chłopaka.
Zabiję go!
Kurosaki jednak bez dalszej dyskusji wyjął portfel i zapłacił. Wyszedł ze sklepu. Nigdzie nie widział "swojego przyjaciela". Dostrzegł do po chwili, gdy ten właśnie skręcał za róg pobliskiego budynku.
Dogonił go dopiero w pobliskim parku. Stał na moście opierając się o metalową balustradę i leniwie chrupał czekoladowy patyczek. Chłopak gotował się w sobie i przez całą drogę wymyślał alternatywy swojego przemówienia, które miał zamiar zaserwować albinosowi. O równym traktowaniu i nietykalności osobistej. Zarówno fizycznej, jak i, a może w szczególności majątkowej. Rozważał też możliwość podejścia do niego i najzwyczajniej wrzucenia go do rzeki. Niestety zostawała możliwość, że jakoś uda mu się przeżyć, a nie wiedział do czego tamten jest zdolny, mokry i zły. Jednak gdy go zobaczył i to jak obojętnie wpatrywał się w przestrzeń przed sobą, ogarnęła go rezygnacja. Przecież i tak nic nie wskóra. Dlatego też podszedł i tylko oparł się tyłem o tę samą balustradę.
-Mam nadzieję, że ci przynajmniej smakuje...
-Szczerze?- Ichigo szerzej otwiera oczy widząc minę chłopaka- pyszne!
Zupełnie naturalny, niewinny uśmiech Shirosakiego wprawił rudzielca w oniemienie. Wpatrywał się w ten niezwykły obraz z niedowierzaniem. Jakby ujrzał go po raz pierwszy, zupełnie inną osobę.
Takiego, z tym rozbrajającym uśmiechem mógłby nawet polubić. Na tę myśl Ichigo się rumieni i zaraz karci za głupie pomysły.
Niestety, magiczna chwila prysnęła jak bańka mydlana i to w baśniowej opowiastce, bo znów pojawił się mroczny Shiro z przygnębieniem obserwujący nurt rzeki.
-Więc jak? Wydarzyło się w tym tygodniu coś podejrzanego?- zapytał albinos po chwili milczenia, chowając swój smak dzieciństwa do kieszeni.
-Poza twoimi odwiedzinami? Przecież dobrze wiesz- wzdycha i spogląda na towarzysza- po co ta cała szopka? Kto miałby się mną zainteresować...
-Na pewno? Nikt podejrzany się nie kręcił? W szkole albo przy wasze klinice. Nikt?
-Nie. Dasz w końcu spokój? Nie potrzebuję ochrony!- niecierpliwi się Ichigo
-Gówno mnie obchodzi twoje bezpieczeństwo-burczy- Byłeś w naszej kryjówce, możesz sypnąć.
Jak mogłem chociaż przez chwilę pomyśleć o polubieniu tego typa?, zastanawia się Ichigo patrząc na niego spode łba.
-To po co mnie tam zaciągnąłeś?!
-Jak to? -na twarzy albinosa maluje się zdziwienie- Chciałem cię przelecieć
Ichigo nabrał powietrza. Gorączkowo szukał w głowie riposty na niewybredny żart chłopaka. Jednak przeciągająca cisza i piekące policzki zmusiły rudzielca do najprostszego rozwiązania:
-Jesteś powalony!- odwraca się z zamiarem odejścia, gdy Shiro zarzuca mu ramię na szyję i przyciska głowę chłopaka do piersi, zakleszczając w swoim uścisku.
-A ty taki uroczy kiedy się złościsz...
-Puszczaj!
Ichigo wyrywa się z objęć (a raczej albinos, wypuszcza go) i odsuwa na bezpieczną odległość.
-Iii...
-Co "i"?- burczy obrażony rudzielec
-Straciłeś szansę.
-Szansę?- podnosi wzrok.
-Myślałem, że chcesz uciec.
-Chcę! Jesteś zboczonym sadystą i powinni cię trzymać w zamknięciu!
-A mimo wszystko nadal tu stoisz...- Hichigo rozbawiony patrzy na zmieszanego chłopaka, który nie wie gdzie uciec wzrokiem przed jego ironicznym uśmieszkiem- jesteś w takim razie masochistą?
-Proszę?!
-No, szybko się uczysz. Może dlatego mi się od razu spodobałeś.
Ichigo prychnął oburzony. Odwraca się, by ukryć rumieńce, co nie umyka uwadze albinosa.
Słonce na horyzoncie zaczyna chować się za kurtyną wysokich drzew roztaczając lepką, pomarańczową łunę. Bez słowa ruszyli z powrotem rzucając przed siebie długie cienie, kołyszące się niebezpiecznie blisko siebie. Zatrzymali się dopiero przed szkolną bramą, gdy różowa tarcza prawie całkowicie ustąpiła mrokowi nocy.
-Mam propozycję nie do odrzucenia...
-Ojciec chrzestny? Serio? Nie stać cię na nic lepszego?- kpi Ichigo
-Wybacz, muszę dopiero odświeżyć szekspirowskie klasyki. Ale do rzeczy- odchrząka- jutro o dziewiątej widzę cię przy kiosku, na przeciwko tamtego parku.
-Jutro jest sobota.
-Chcesz jeszcze mnie w jakimś temacie oświecić?- Shiro ironicznie podnosi jedną brew.
-Tak. Chyba cię powaliło jeśli sądzisz, że zmarnuję sobotę dla twoich widzimisię!
-Chyba musimy popracować nad twoim ubogim słownictwem, nie sądzisz?
-Wal się!
-Tak z całą pewnością musimy... To co? Nie spóźnisz się?
-Po co mam przychodzić?
-Będziesz mi potrzebny.
-Ale do czego?
-Do...-Hichigo zacina się po czym odwraca spojrzenie- dowiesz się jutro.
Po raz pierwszy zobaczył jak albinos jest zmieszany. Pierwszy raz, gdy to nie Ichigo unika kontaktu wzrokowego. Aż chce się śmiać.
-Shiro?- chłopak zrobił krok w kierunku albinosa.
Nie zdążył jednak zareagować, kiedy Hichigo gwałtownie się odsunął. Z rozbieganym spojrzeniem szybko się odwrócił i ruszył przed siebie. Już miał zniknąć na skrzyżowaniu, gdy się zatrzymał. Zakołysał się na piętach w przód i w tył. Jakby nie wiedząc czy coś zrobić, czy może iść dalej. Odwrócił głowę i się uśmiechnął.
-Jeżeli się spóźnisz kara będzie sroga!- powiedział po czym zniknął w ciemnej uliczce.
Choć wypowiedzianym słowom towarzyszył żartobliwy ton, zdanie te rozbrzmiewało jeszcze przez długi czas w głowie Ichigo. Poczuł zimny dreszcz i nie wiadomo, już który raz obejrzał się za siebie, wracając do domu. Każdemu słowu rozbrzmiewającemu w głowie, towarzyszyło spojrzenie albinosa, tak okrutnie niewspółgrające. Żółte ślepia znów pałały żądzą mordu i ukrywaną nienawiścią. Miażdżąca moc spojrzenia albinosa, mówiąca kto tu jest panem sytuacji, znów zmiotła resztki pewności siebie chłopaka. I nieważnie kim jest ten człowiek, jeżeli w ogóle nim jest, Ichigo nie ma zamiaru nawet myśleć o możliwości spóźnienia się na jutrzejsze spotkanie.
___________________________________________________________________
-Keiko, nie marudź i chodź- odpowiada Tatsuki i wraca do rozmowy z rudą dziewczyną idąc na czele grupy.
- Jak dobrze, że już piątek...- wzdycha zadowolony zrównując się z resztą.
Kierują się w stronę wyjścia, gdy Keiko nagle się zatrzymuje .
-Ludzie, stójcie!- krzyczy podekscytowany.
Ichigo i Chad śmiejąc się z nowego wydania ich ulubionej mangi, wymijają go i nikt nie zwraca na niego uwagi. Pomysły chłopaka zazwyczaj nie są warte zainteresowania, a co dopiero realizacji. Jednak niezrażony goni za grupą i kontynuuje.
-Hej! No mam pomysł!- podbiega do rudej dziewczyny, która przystaje, a za nią cała reszta- Karaoke!
-Hee?
-Chodźmy na karaoke. Co ty na to, Inoue ?- patrzy z nadzieją, że ona przekona resztę grupy.
Dziewczyna niepewnie rozgląda się po twarzach przyjaciół i zatrzymuje się na Kurosakiego.
-Ichigo?
-Hmm...- rudowłosy udaje, że się zastanawia i posyła uśmiech dziewczynie- czemu nie?
Ulga i euforia malujące się na twarzy dziewczyny wydały się zabawne Tatsuki, ale skwitowała to tylko pobłażliwym uśmiechem. Jeżeli Orihime jest szczęśliwa, to ona też. Jeśli towarzystwo Kurosakiego sprawia, że się rumieni, to cóż? Nic na to nie poradzi. Jeszcze raz zerka na rozanieloną twarz dziewczyny, by upewnić się w swoim przekonaniu i włącza się do rozmowy przyjaciół.
Mijają bramę, gdy słyszą tuż obok
-Yo! Truskawa...
Ktoś szarpnął Ichigo za nadgarstek i pociągnął mocno do tyłu, wykręcając niemal boleśnie. Chłopak już odwraca się wkurzony, gotowy przyłożyć żartownisiowi, gdy jego spojrzenie krzyżuje się z żółtymi ślepiami. Traci całą parę i staje jak wryty.
-Sh- Shiro?
-Czekałem
Co? Czemu on tu stoi?! Po co tu przylazł? Dlaczego? Czy może... Nie! To niemożliwe. Zapomniałem! Piątek. Przecież jest pieprzony piątek i znów ta głupawa kontrola. Na śmierć o tym zapomniałem! Nie!
Rudowłosy tępo wpatruje się w chłopaka i po raz tysięczny zastanawia się, co go podkusiło żeby zatrzymywać się tamtego dnia? Czemu widząc tamto wydarzenie po prostu się nie odsunął i nie przepuścił uciekającego chłopaka? Co wywołało ten cholerny impuls w jego mięśniach zmuszając do szybkiego zrywu? By uratować tego potwora, który stoi przed nim? Co na miłość boską?!
Odbijały się słowa w jego głowie w akompaniamencie szyderczego śmiechu albinosa.
Dlaczego ja?
-Możemy iść- bardziej stwierdził niż spytał Hichigo i ruszył w przeciwny kierunku
-Nie
-Słu-cham?-odwracając się, spytał powoli przeciągając sylaby
-Nie idę z TOBĄ
-Chyba się nie zrozumieliśmy...
Wszyscy stali jak wryci nie wiedząc co się dzieje. Uważnie obserwowali dwójkę, mierzącą się zabójczymi spojrzeniami. Atmosfera ciążyła niczym gradowa chmura i choć nie padło ani jedno słowo, miało się wrażenie, że jest się w samym centrum zaciekłej wojny. Trwająca cisza zaczęła się ciągnąć i budzić coraz większe zniecierpliwienie. Wtem siła Ichigo zaczynała wyraźnie topnieć. Wyglądało jakby jego postać zaczęła się kruszyć i zanikać, zdominowana przez potężną aurę przeciwnika. Wydawać się mogło, że sama obecność obcego wysysała determinację chłopaka.
-Możesz przestać?! Chcę pójść na karaoke!- chciał odwrócić wzrok, ale nie był w stanie.
Albinos nie odpowiedział. Skupił swoje chłodne spojrzenie na chłopaku. Chociaż żółte ślepia taksowały wyłącznie Kurosakiego, wszyscy wokół poczuli się nieswojo. Dojmujący chłód przeszedł, ogarniając całą grupę. Pogrążając w całkowitej niemocy.
To dopiero przebudziło Ichigo. Spojrzał za siebie, na milczących przyjaciół, którzy stali jak skamieniali. Ich puste spojrzenia, jakby zastygłe szklane kule. Zacisnął wściekły pięści, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni. Do bólu. Sprawka Shiro i jego paskudnego usposobienia. Prychnął gniewnie i nie żegnając się wyminął albinosa.
Hichigo uśmiechając się pod nosem po kolejnej wygranej bitwie, ruszył leniwie za rudowłosym.
Pierwszy ocknął się Ishida, karcąc się w myślach za brak czujności. Jak mógł dać się zdominować tak nieokrzesanemu, jak widać na pierwszy rzut oka, dziwakowi?
-Co to było?-Mizuiro z niedowierzaniem mrugał oczami
-Znajomy Kurosakiego?
Wszyscy wpatrywali się w odchodzącą parę.
-Przyszedł po niego...- wyjąkała Inoue, bardziej do siebie niż do kogoś innego- tak jak w zeszłym tygodniu.
Oddalili się spory kawałek od szkoły, ale nadal szli główną drogą. Zbliżali się do centrum i mijali coraz więcej sklepów i kawiarni. Wtopili się w rzekę ludzi, śpieszących się to w jedną, to w drugą stronę i nikt tak na prawdę, nie zwracał uwagi na osobliwy duet. Hichigo parę kroków za chłopakiem, wpatrywał się w jego spięte plecy, które co jaki czas przesłaniał inny przechodzeń. Promieniował z niego gniew, co tylko rozweseliło albinosa.
Może ten dzień nie jest jeszcze do końca stracony?, pomyślał rozbawiony i zbliżył się do chłopaka.
-Długo będziesz się jeszcze dąsać ?
Ichigo posłał mu krótkie wściekłe spojrzenie, które na nieszczęście nie potrafiło tego, co te bazyliszkowe. Przyspieszył kroku znikając za ścianą obcych ciał, znów zostawiając w tyle niechcianego towarzysza. Shiro jednak szybko wyłapał go w tłumie i uśmiechnął się szyderczo.
-A powiedz mi, ta ruda... to długo już tak?- na wzmiankę o Inoue chłopak poczuł dreszcz niepokoju.
-Wpatruje się w ciebie jak ciele w malowane wrota- kontynuuje albinos- Ale ty chyba nie...?
Ichigo ściąga brwi w wyrazie niemego pytania.
-No chyba Ci się nie podoba, prawda? Poczułbym się urażony.
-Urażony?
-Twoim prymitywnym gustem...-Shiro odwraca spojrzenie i udaje, że się nad czymś poważnie zastanawia- Denerwuje mnie ta dziewucha, wiesz? Na szczęście, kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza...- głupawe spojrzenie Ichigo mówi wszystko- z resztą, nieważne...
-Co?
-"Proszę", a nie "co". To Osterfield, nieuku. Powiedziałem, że łatwo można by się jej pozbyć.
-Nie waż się jej tknąć!
-Jej?! Fuj. Nawet dwumetrowym kijem!- posyła rozpromieniony uśmiech rudzielcowi, co jeszcze bardziej go rozjusza.
-Długo będziesz mnie dręczyć?! Może znalazłbyś sobie kogoś bardziej odpowiedniego zamiast za mną łazić!- reaguje parę przechodniów zaskoczonych nagłym wybuchem.
-To niemożliwe!- Hichigo wymija chłopaka, który zignorowany zostaje z rozdziawionymi ustami, i szybkim krokiem podchodzi do jednej z witryn sklepowych. Po chwili znika we wnętrzu sklepu ze słodyczami.
-Czy on w ogóle mnie słyszy?- mamrocze pod nosem Ichigo i rusza śladem towarzysza.
Na pierwszy rzut oka, nigdzie go nie widać. Wnętrze przytłacza swoim tandetnym, lukrowy wystrojem. Wszędzie stoją, wiszą i leżą ogromne plastikowe łakocie. Mają okrągłe, błyszczące oczy i nienaturalnie szeroko uśmiechają się do klienta. Aż strach sięgnąć po coś z półek. A jednak, Shiro wbiegł tu niesamowicie czymś podniecony.
Rudzielec ruszył wzdłuż pierwszego działu poświęconego wielu rodzajom żelków. Kto by w ogóle pomyślał, że jest ich aż tyle? Starannie starał się omijać poliwęglanowe reprodukcje półkowych rarytasów z obawy, że te mogą ożyć i go złapać, a potem ... pożreć?
Mijał kolejno czekoladowe batoniki, ciasteczka z wróżbą, lizaki, małe torciki, czekoladowe figurki (gdyby ktoś przypadkiem chciał zjeść swojego ulubionego bohatera) i wiele innych z pewnością słodkich rzeczy. Jednak nigdzie nie napotkał albinosa. Jeżeli ma zamiar się ukrywać, to Ichigo nie ma ochoty brać udziału w jego chorych zabawach. Przeszedł obok kasy w kierunku wyjścia.
-Przepraszam! Rachunek!
Ichigo zatrzymał się zdezorientowany. Spojrzał na kasjerkę, która idealnie wpasowywała się w atmosferę sklepu. Malutka, z wielkimi oczami i niewinnym wyrazem okrągłej buzi. Gdyby ją ugryźć to pewnie byłaby z marcepanu. Czyli niezjadliwa...
-Proszę?
-Nie zapłacił pan
-Jak pani widzi, nic nie kupiłem- Ichigo rozłożył ręce by pokazać, że rzeczywiście nic przy sobie nie ma
-Pański przyjaciel powiedział, że...
Że mój co?!
-A on już wyszedł?
-Tak. Powiedział, że pan za wszystko zapłaci...- kasjerka zaniepokojona wpatrywała się w rudego chłopaka.
Zabiję go!
Kurosaki jednak bez dalszej dyskusji wyjął portfel i zapłacił. Wyszedł ze sklepu. Nigdzie nie widział "swojego przyjaciela". Dostrzegł do po chwili, gdy ten właśnie skręcał za róg pobliskiego budynku.
Dogonił go dopiero w pobliskim parku. Stał na moście opierając się o metalową balustradę i leniwie chrupał czekoladowy patyczek. Chłopak gotował się w sobie i przez całą drogę wymyślał alternatywy swojego przemówienia, które miał zamiar zaserwować albinosowi. O równym traktowaniu i nietykalności osobistej. Zarówno fizycznej, jak i, a może w szczególności majątkowej. Rozważał też możliwość podejścia do niego i najzwyczajniej wrzucenia go do rzeki. Niestety zostawała możliwość, że jakoś uda mu się przeżyć, a nie wiedział do czego tamten jest zdolny, mokry i zły. Jednak gdy go zobaczył i to jak obojętnie wpatrywał się w przestrzeń przed sobą, ogarnęła go rezygnacja. Przecież i tak nic nie wskóra. Dlatego też podszedł i tylko oparł się tyłem o tę samą balustradę.
-Mam nadzieję, że ci przynajmniej smakuje...
-Szczerze?- Ichigo szerzej otwiera oczy widząc minę chłopaka- pyszne!
Zupełnie naturalny, niewinny uśmiech Shirosakiego wprawił rudzielca w oniemienie. Wpatrywał się w ten niezwykły obraz z niedowierzaniem. Jakby ujrzał go po raz pierwszy, zupełnie inną osobę.
Takiego, z tym rozbrajającym uśmiechem mógłby nawet polubić. Na tę myśl Ichigo się rumieni i zaraz karci za głupie pomysły.
Niestety, magiczna chwila prysnęła jak bańka mydlana i to w baśniowej opowiastce, bo znów pojawił się mroczny Shiro z przygnębieniem obserwujący nurt rzeki.
-Więc jak? Wydarzyło się w tym tygodniu coś podejrzanego?- zapytał albinos po chwili milczenia, chowając swój smak dzieciństwa do kieszeni.
-Poza twoimi odwiedzinami? Przecież dobrze wiesz- wzdycha i spogląda na towarzysza- po co ta cała szopka? Kto miałby się mną zainteresować...
-Na pewno? Nikt podejrzany się nie kręcił? W szkole albo przy wasze klinice. Nikt?
-Nie. Dasz w końcu spokój? Nie potrzebuję ochrony!- niecierpliwi się Ichigo
-Gówno mnie obchodzi twoje bezpieczeństwo-burczy- Byłeś w naszej kryjówce, możesz sypnąć.
Jak mogłem chociaż przez chwilę pomyśleć o polubieniu tego typa?, zastanawia się Ichigo patrząc na niego spode łba.
-To po co mnie tam zaciągnąłeś?!
-Jak to? -na twarzy albinosa maluje się zdziwienie- Chciałem cię przelecieć
Ichigo nabrał powietrza. Gorączkowo szukał w głowie riposty na niewybredny żart chłopaka. Jednak przeciągająca cisza i piekące policzki zmusiły rudzielca do najprostszego rozwiązania:
-Jesteś powalony!- odwraca się z zamiarem odejścia, gdy Shiro zarzuca mu ramię na szyję i przyciska głowę chłopaka do piersi, zakleszczając w swoim uścisku.
-A ty taki uroczy kiedy się złościsz...
-Puszczaj!
Ichigo wyrywa się z objęć (a raczej albinos, wypuszcza go) i odsuwa na bezpieczną odległość.
-Iii...
-Co "i"?- burczy obrażony rudzielec
-Straciłeś szansę.
-Szansę?- podnosi wzrok.
-Myślałem, że chcesz uciec.
-Chcę! Jesteś zboczonym sadystą i powinni cię trzymać w zamknięciu!
-A mimo wszystko nadal tu stoisz...- Hichigo rozbawiony patrzy na zmieszanego chłopaka, który nie wie gdzie uciec wzrokiem przed jego ironicznym uśmieszkiem- jesteś w takim razie masochistą?
-Proszę?!
-No, szybko się uczysz. Może dlatego mi się od razu spodobałeś.
Ichigo prychnął oburzony. Odwraca się, by ukryć rumieńce, co nie umyka uwadze albinosa.
Słonce na horyzoncie zaczyna chować się za kurtyną wysokich drzew roztaczając lepką, pomarańczową łunę. Bez słowa ruszyli z powrotem rzucając przed siebie długie cienie, kołyszące się niebezpiecznie blisko siebie. Zatrzymali się dopiero przed szkolną bramą, gdy różowa tarcza prawie całkowicie ustąpiła mrokowi nocy.
-Mam propozycję nie do odrzucenia...
-Ojciec chrzestny? Serio? Nie stać cię na nic lepszego?- kpi Ichigo
-Wybacz, muszę dopiero odświeżyć szekspirowskie klasyki. Ale do rzeczy- odchrząka- jutro o dziewiątej widzę cię przy kiosku, na przeciwko tamtego parku.
-Jutro jest sobota.
-Chcesz jeszcze mnie w jakimś temacie oświecić?- Shiro ironicznie podnosi jedną brew.
-Tak. Chyba cię powaliło jeśli sądzisz, że zmarnuję sobotę dla twoich widzimisię!
-Chyba musimy popracować nad twoim ubogim słownictwem, nie sądzisz?
-Wal się!
-Tak z całą pewnością musimy... To co? Nie spóźnisz się?
-Po co mam przychodzić?
-Będziesz mi potrzebny.
-Ale do czego?
-Do...-Hichigo zacina się po czym odwraca spojrzenie- dowiesz się jutro.
Po raz pierwszy zobaczył jak albinos jest zmieszany. Pierwszy raz, gdy to nie Ichigo unika kontaktu wzrokowego. Aż chce się śmiać.
-Shiro?- chłopak zrobił krok w kierunku albinosa.
Nie zdążył jednak zareagować, kiedy Hichigo gwałtownie się odsunął. Z rozbieganym spojrzeniem szybko się odwrócił i ruszył przed siebie. Już miał zniknąć na skrzyżowaniu, gdy się zatrzymał. Zakołysał się na piętach w przód i w tył. Jakby nie wiedząc czy coś zrobić, czy może iść dalej. Odwrócił głowę i się uśmiechnął.
-Jeżeli się spóźnisz kara będzie sroga!- powiedział po czym zniknął w ciemnej uliczce.
Choć wypowiedzianym słowom towarzyszył żartobliwy ton, zdanie te rozbrzmiewało jeszcze przez długi czas w głowie Ichigo. Poczuł zimny dreszcz i nie wiadomo, już który raz obejrzał się za siebie, wracając do domu. Każdemu słowu rozbrzmiewającemu w głowie, towarzyszyło spojrzenie albinosa, tak okrutnie niewspółgrające. Żółte ślepia znów pałały żądzą mordu i ukrywaną nienawiścią. Miażdżąca moc spojrzenia albinosa, mówiąca kto tu jest panem sytuacji, znów zmiotła resztki pewności siebie chłopaka. I nieważnie kim jest ten człowiek, jeżeli w ogóle nim jest, Ichigo nie ma zamiaru nawet myśleć o możliwości spóźnienia się na jutrzejsze spotkanie.
___________________________________________________________________
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)